EABS „Slavic Spirits”

Astigmatic Records, 2019

EABS-i nie zostawiają nikogo obojętnym. Trzeba im to oddać. Od pierwszej płyty stali się przyczynkiem zażartych dyskusji w jazzowym światku. Dyskusji spolaryzowanych niczym te o polityce (acz będących na o niebo wyższym poziomie). Muszę przyznać, że debiutanckie „Repetitions” budziło we mnie mieszane uczucia.

Świetnie sprawdzało się koncertowo, szczególnie w klubowych warunkach. W domowych przesłuchaniach – głównie za przyczyną wokalu – budziło niekiedy odczucia negatywne. Wiedziałem, że na najnowszym albumie wokal zniknął, więc po „Slavic Spirits” sięgnąłem bez większego przymusu i z dużymi nadziejami.

Pierwsze przesłuchania nastroiły mnie bardzo pozytywnie. Płyta jest wprawdzie dość krótka i pozostawia odbiorcę z lekkim uczuciem niedosytu, jednak z drugiej strony zaletą owej zwartości jest przydanie albumowi walorów spójnej, ciekawej i nie przegadanej opowieści.  Ów winylowy format nie powinien przy tym stanowić zaskoczenia bowiem EABS wspierają renesans czarnego krążka. Muzycy postawili tym razem na autorski repertuar: kompozycje kolektywne oraz utwory napisane przez Marka Pędziwiatra, Vojto Monteura i Pawła Stachowiaka. Jak przyznaje zespół, niektóre z utworów ewoluowały z improwizacji grywanych na koncertach z komedowskim repertuarem.

Siódemka płynnie przechodzących jedno w drugie nagrań, składa się na trwającą niespełna trzy kwadranse suitę.  Z każdym utworem poznajemy kolejne etapy swoistego rytuału, bowiem „Slavic Spirits”, ma być odbiciem inspiracji obyczajowością i wierzeniami Słowian. Cała ta podróż jest, jak już wspomniałem, bardzo jednolita, zarówno stylistycznie jak i w warstwie nastroju. Jest tajemniczo, czasem lekko zatrważająco, niekiedy melancholijnie.  Nie ma jednak mowy o drastycznych przeskokach emocjonalnych i to robi właśnie największe wrażenie na tej płycie. Nie brakuje przy tym melodyjnej atrakcyjności. Wiele osób – trzeba przyznać zasłużenie – zachwycił „Leszy”, który zapowiadał opublikowanie całości. Dla mnie numerem jeden jest niesamowita „Ślęża”, poprzedzona mrocznym wstępem „Ślęża (Mgła)”.

Rozszerzona wersja wydawnictwa obok płyty zawiera również książkę (niemal 300 stron polskiego i angielskiego tekstu trudno nazwać inaczej) obszernie wyjaśniającą genezę powstania muzycznego dzieła. W niej możemy znaleźć odwołania znacznie szersze, niż wynikające z prostego przesłania wyrażonego tytułem albumu. Poszukiwania słowiańskiej duchowości w tekście Sebastiana Jóźwiaka zataczają szerokie kręgi, zahaczając o Chopina, Norwida, Niemena i klasykę polskiego jazzu.  Chylę czoła przed zamysłem i mozołem przygotowania tak obszernego tekstu i zdecydowanie zalecam lekturę. Oczywiście najlepiej przy dźwiękach „Slavic Spirits”.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s