Giles Milton „D-Day”

Wydawnictwo Noir-sur-blanc, 2020

Brytyjski historyk i pisarz Giles Milton cieszy się zasłużoną renomą mistrza reportażu historycznego. Po jego książki sięgają czytelnicy na całym świecie – także w Polsce. Na łamach Donosu kulturalnego pisaliśmy o „Ministerstwie niedżentelmeńskich działań wojennych” tego autora  [naszą recenzję można znaleźć tutaj: https://bit.ly/2WHTjXx].

Milton zainteresował się tym razem tematem alianckiego lądowania w Normandii, 6 czerwca 1944 roku. Temat wydaje się, dość dobrze opisany i przedstawiony. Jednak Miltonowi udało się znaleźć ciekawy i oryginalny sposób przedstawienia wydarzeń sprzed siedemdziesięciu sześciu lat. „D-Day” na pięciuset stronach opowiada o walkach na wybrzeżu Normandii słowami uczestników tamtych wydarzeń.

Milton zebrał spisane w rękopisach i maszynopisach relacje, skorzystał z nagrań wywiadów, dotarł również do niepublikowanych wcześniej materiałów: wspomnień, dzienników i listów. Warto też wspomnieć, że powstały obraz nie skupia się na punkcie widzenia jednej strony. Milton składa go zarówno z historii opowiedzianych przez żołnierzy alianckich jak i niemieckich. Co najważniejsze nie zapomina również o mieszkańcach tamtego regionu, którzy – nie zawsze z własnej woli – znaleźli się nagle w centrum światowego konfliktu. 

Ten zabieg pozwala czytelnikowi rzeczywiście poczuć atmosferę czerwcowych dni roku 1944. Spojrzeć na nie z innej perspektywy. Niemal przenieść się w wir zdarzeń.  Zamiast szerokiej panoramy działań, skoncentrować się wyłącznie na doświadczeniach indywidualnych. Sam Milton ogranicza własny komentarz do krótkiego wstępu i podsumowania, zarysowujących kontekstu miejsc i czasu.  

„D-Day” ma kapitalną, „filmową” narrację. Intensywnością wrażeń przypomina mi genialne początkowe sceny „Szeregowca Ryana”.  Zdecydowanie warta polecenia, śmiało może zostać nazwana jedną z najlepszych książek o normandzkiej epopei czasów II wojny światowej. 

Jeden komentarz

Dodaj komentarz