LIVE: Sex Mob

Era jazzu – Palladium, Warszawa, 7-10-2013

Rocznice urodzin niosą ze sobą zawsze akademie „ku czi”. Współcześni klasycy wspominają jubilata prezentując jego dzieła. Czasem jednak pojawia się „młody gniewny”, który chce ów hołd uczynić w inny sposób. Jedną z takich ostatnich okazji do „świętowania”, była obchodzona w roku 2011, 100 rocznica urodzin Nino Roty, wybitnego włoskiego kompozytora, autora muzyki do filmów Felliniego, Viscontiego czy Coppoli.

Rocznica ta zaowocowała kilkoma interesującymi około jazzowymi projektami muzycznymi.  Dwa lata temu, francuski akordeonista  Richard Galliano, zaprezentował swoje interpretacje tematów Roty połączone w  suitę, zwieńczoną utworem autorstwa samego Galliano.  Galliano zaprosił do współpracy przy nagraniu uznanych muzyków: Johna Surmana, Dave Douglasa, Clarence Penna i Borisa Kozlova. Główną rolę grał oczywiście akordeon Galliano,  jednakże instrumenty dęte w osobach Surmana i Douglasa i dyskretna sekcja rytmiczna dodały płycie urokliwych smaczków.  W ubiegłym roku w Łodzi mieliśmy okazję posłuchać tych utworów na żywo, niestety w zdecydowanie mniej ekscytującym składzie osobowym . Na koncert w łódzkiej Wytwórni przywiózł  Galliano nieznanych szerzej w Polsce, acz sprawnych koncertowych współpracowników.  Produkcja Galliano to właśnie hołd klasyka dla klasyka. Zagrane po akademicku (to nie zarzut), nuta po nucie. To propozycja dla tych, którzy przede wszystkim chcą usłyszeć muzykę Nino Roty, taką jaką pamiętają z filmów.

Rok 2013 przyniósł nam z kolei inicjatywę nowojorskiej grupy Sex Mob i jej lidera, wirtuoza trąbki suwakowej Stevena Bernsteina. Bernstein to uznany producent, aranżer, kompozytor, nagrywający dla Tzadik Records Zorna. To także jeden z członków legendarnego Lounge Lizards. Nagrania kompozycji Nino Roty to nie pierwsze spotkanie lidera Sex Mob z muzyką filmową. Wraz z Lounge Lizarads nagrywał i komponował muzykę do filmów Johna Lurie. Odegrał znaczącą role w tworzeniu ścieżki dźwiękowej do „Kansas City’ Roberta Altmana, gdzie moim zdaniem, muzyka przyćmiła obraz. Wreszcie już z Sex Mob nagrał płytę z kompozycjami Johna Barriego do filmów z Jamesem Bondem. W październikowy wieczór, dzięki inicjatywie Dionizego Piątkowskiego i jego Ery Jazzu, w warszawskim klubie Palladium mieliśmy okazję wysłuchać koncertu Sex Mob poświęconego Nino Rocie. To był właśnie ów hołd a’ la „młody gniewny”.  Sex Mob określa swój projekt „Plays Fellini” , jednakże, używając filmowej analogii, Bernstein et consortes prezentują muzykę Nino Roty, tak jakby brzmiała w filmach Quentina Tarantino.  Paradoksalnie pełen dzikości koncert Sex Mob był jednak chyba bliżej ducha Felliniego niż interpretacje Galliano. Zagrany z iście włoskim temperamentem szalony, pełen zmiennych nastrojów, a co najważniejsze był świetną zabawą, zarówno dla muzyków jak i dla widowni.  Nie było to „odegranie” znanych tematów, ale rzeczywiście ich interpretacja, choć  może i nieortodoksyjna.  Muzycy mieszali prezentowane style surfując od  swingu, poprzez klimaty nowoorleańskich brass bandów do punk jazzu.  W czasie prawie dwugodzinnego koncertu mieliśmy okazję usłyszeć utwory z wydanej na początku roku płyty „Circus, Cinema, Spaghetti” zawierającej muzykę z filmów „Amarcord”, „La Strada”, „Giuletta i duchy” i „Dolce Vita”.  Występ Sex Mob czasami wręcz zwalał z krzeseł – i nie jest to bynajmniej literacka przenośnia. Największa w tym zasługa Kennego Woellesena, grającego na perkusji, który w jednym z utworów zagrał na swoim zestawie …. nogą.  Bernstein chętnie wypuszczał swoich kolegów na solowe popisy. Kilka utworów rozpoczynał basista Tony Scherr. Bardzo interesujące były tez dialogi pomiędzy oboma dętymi instrumentami w zespole – trąbką Bernsteina i saksofonem Briggana Kraussa. Największym jednak odkryciem były dla mnie dwa mikrofony lidera. W drugim utworze wieczoru wyjaśniło się po, że nie jest to zapas na wypadek awarii. Lider Sex Mob miał na jednym z mikrofonów przystawkę, która zmieniała brzmienie jego instrumentu. To było jak hasło „a teraz odjazd !” i rozpoczynało się szaleństwo dźwięków artykułowanych w niezwykle szybkim tempie.  Steven Bernstein spełniał na scenie również rolę dyrygenta, decydował kto rozpocznie kolejny utwór , wskazywał kolejnych solistów. Panowie rozumieli się znakomicie. Warto wspomnieć, że przed rozpoczęciem współpracy jako Sex Mob, muzycy mieli liczne okazje do wspólnej pracy, czy to w Lounge Lizards, czy przy nagraniach Billa Frisella.  Oryginalne podejście Stevena Bernsteina do wszelakich problemów, nie tylko muzycznych, ujawniło się w trakcie koncertu w niezwykły sposób.  Otóż według niego najważniejszą kwestią przy przygotowywaniu się do wyjazdów, jest opanowanie w obcym języku frazy „wypadła mi plomba”, której to kwestii, przy wydatnej pomocy publiczności, lider Sex Mob nauczył się również po polsku. Warszawski koncert był rejestrowany i pozostaje mieć nadzieję, że  zapowiadana płyta z rejestracją koncertu w szybkim czasie się zmaterializuje.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s