Collective Particular Records, 2025

Przeglądając muzyczne podsumowania ubiegłego roku, pewnie nie natkniecie się na ten album. „Wavemakers” Alexa Ventlinga ukazał się pod koniec 2025 roku, co zapewne ograniczyło jego szanse na obecność w podobnych zestawieniach. Ale czy naprawdę ich potrzebuje?
Już od pierwszych dźwięków ta muzyka broni się sama, wciąga słuchacza w swój świat, pozwalając ponieść się wyobraźni. Mnie pochłonęła na tyle, że niemal od razu wróciłem do niej na drugi odsłuch, zapominając o wszystkim innym.
Alex Ventling, pianista i kompozytor znany z subtelnego łączenia klasyki z jazzem i improwizacją, tym razem kreuje dźwiękowy pejzaż w kwartecie. W centrum pozostają fortepian i syntezatory, wokół których krążą skrzypce Tuvy Halse, wibrafon Amunda Stenøiena oraz perkusja Augusta Glännestranda. Ich muzyka przypomina rozmowę, każdy instrument ma tu własny głos, a jednocześnie wspólnie budują przestrzeń pełną napięcia i emocji. To jazz kameralny, pulsujący energią, ale pozbawiony nachalności.
Album otwiera „Tracking”, który wprowadza słuchacza w spokojny, choć lekko niepokojący nastrój całej płyty. Stanowi zaproszenie do świata, w którym cisza i dźwięk pozostają w ciągłym dialogu. Następnie pojawia się „Omaha” z gościnnym udziałem wokalistki Sissel Very Pettersen. Jej głos, pełen niuansów i delikatnych załamań, stapia się z kwartetem, a muzyka przybiera formę opowieści, której nie trzeba rozumieć słowami, by ją przeżyć. To moment, w którym Ventling wyraźnie pokazuje, że jego kompozycje nie są jedynie strukturami dźwiękowymi, lecz nośnikami subtelnych, ale głęboko rezonujących emocji.
Centralną część albumu stanowi cykl „Trondheim I–III”, który od początku sugeruje podróż, nie tylko geograficzną, lecz także emocjonalną. „Trondheim I” ma niemal medytacyjny charakter: długie, rozwijające się frazy fortepianu splatają się z eterycznymi smyczkami, przywołując obraz chłodnego, północnego poranka. „Trondheim II” wprowadza wyraźniejsze napięcie rytmiczne, jakby uchwycone w ruchu ulic i pulsie miasta, natomiast „Trondheim III” zamyka całość liryczną, niemal filmową refleksją, w której każdy dźwięk zdaje się mieć swoje precyzyjne miejsce w przestrzeni. Pomiędzy tymi częściami pojawia się krótki utwór „Traces”, minimalistyczna miniatura działająca jak oddech, chwila skupienia przed dalszą podróżą.
Dalsze kompozycje, takie jak „January”, „Spiral” czy „Four Refractions”, jeszcze mocniej podkreślają nordycką estetykę albumu, w której cisza i przestrzeń są równie istotne jak każdy pojedynczy ton. Improwizowane dialogi między instrumentami potrafią zaskakiwać, a jednocześnie pozostają w pełni spójne, nic nie brzmi tu przypadkowo, wszystko wydaje się naturalnym przepływem energii i emocji.
„Wavemakers” nie woła o uwagę, ale kiedy już ją zdobędzie, pozostaje w myślach na długo. To muzyka dla tych, którzy potrafią słuchać uważnie, pozwalając dźwiękom stopniowo wypełniać wyobraźnię. Ventling buduje świat, do którego chce się wracać. Jeśli szukacie albumu, który potrafi być jednocześnie medytacyjny i pełen subtelnej energii, „Wavemakers” okazuje się doświadczeniem wyjątkowym i bez wątpienia zasługuje na uwagę każdego, kto traktuje słuchanie muzyki jako formę podróży. Polecam!
Album dostępny jest na Bandcampie
Autor: Robert Kasia
