Kuba Płużek „Book of Resonance”

Audio Cave, 2021

Kuba Płużek jest artystą chadzającym własnymi ścieżkami. A słuchacz podążając za nim mam gwarancję napotkania zjawisk intrygujących i bezwarunkowo przykuwających uwagę.  Nie inaczej jest i w przypadku „Book of Resonance”.

Pierwszy solowy album Kuby Płużka zebrał zasłużone uznanie i do dziś cieszy się ogromnym sentymentem ze strony fanów. Najnowsza płyta nie jest ot tylko zdyskontowaniem ówczesnego sukcesu, choć niekiedy wybrzmiewają  na niej echa muzycznego klimatu „Eleven Songs” .  Jednak „Book of Resonance” ma w sobie dodatkowy, dość szczególny pierwiastek.

Śledzący karierę Kuby Płużka pamiętają zapewne zapowiedzi z sesji nagraniowej, podczas której pianista korzystał z …  rezonatora magnetycznego. Tegoroczny album jest właśnie efektem wspomnianej sesji.  Zastosowane urządzenie pozwoliło na wydobycie z fortepianu dźwięków , które można w pewnym sensie porównać do brzmienia syntezatora, choć w stu procentach jest ono akustyczne.  Cytując samego muzyka: „Ta technika sprawiła, że otworzyły się przede mną zupełnie nowe możliwości. (..) Chociaż korzystanie z rezonatora niesie zesobą konieczność ponownej nauki gry na fortepianie”.

Nie należy się jednak obawiać zdominowania brzmienia płyty przez rezonansowe eksperymenty. Owszem objawiają się one fragmentami nawet bardzo wyraziście, ale to jednak nadal „fortepianowa” płyta. Pierwszy rozdział – bowiem autorskie kompozycje na płycie opisane są w tytułach właśnie jako kolejne rozdziały – płużkowej „Księgi rezonansowej” daje odczuć obecność innowacji dopiero w końcowym fragmencie. Trochę więcej znajdziemy jej w „Chapter 3” czy w środkowej części „Chapter 6”. Ciekawie wybrzmiewa zestawienie nowoczesności z melodiami ludowymi.  

Ponieważ poza sześcioma własnymi utworami znajdziemy jeszcze na płycie dwa utwory z rodzimego śpiewnika folkowego.  Rozbity na dwie części „A chtóz tam puka” pochodzący ze zbioru pieśni kurpiowskich Szyamnowskiego oraz „Two Little Hearts” w którym łatwo poznać „Dwa serduszka, cztery oczy”. Ten ostatni utwór – świetnie rozpoznawalny, ale dość mocno „ograny” także na jazzowych płytach – kapitalnie pokazuje mistrzostwo Kuby Płużka. Trzeba bowiem doprawdy wielkiej klasy by  stworzyć na bazie tak popularnej kompozycji coś oryginalnego,  a Płużek zwyczajnie „rozbija bank” siedmioma minutami tego nagrania. W pierwszej połowie zagranego jakby od niechcenia, porażająco przejmującego pomimo oszczędności w zastosowanych środkach i przepięknie, klasycznie rozwiniętego w drugiej części.  

Znakomity album. Wracam do słuchania i polecam z całych sił uczynić wszystkim to samo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s