Krzysztof Varga „Dziennik hipopotama”

Wydawnictwo Iskry, 2020

Zupełnie nie pasuje mi ten tytuł. Chociaż sam autor dość porządnie go uzasadnia. Wypowiada się Varga bez ogródek o wszystkim i wszystkich. Na ogół w tonie prześmiewczo krytykanckim. Dlaczego więc nie „Dziennik słonia” (w składzie porcelany) albo wprost „Dziennik malkontenta”?

Żeby nie było wątpliwości, uwagi w przypadku tej książki mam tylko i wyłącznie do tytułu, bowiem same zapiski czytałem z niemałym ukontentowaniem. Trochę z zazdrością, że umie Krzysztof Varga publicznie przyjąć postawę p.t. „a mnie to wszystko zwisa” i po prostu ponarzekać sobie na wszystko i wszystkich. Skrywany maruda czai się i we mnie stąd też z radością, częstym chichotem i podpisując się pod wieloma stwierdzeniami, pochłonąłem ponad 600 stron dziennika.  

Oczywiście jest z mojej strony lekkim podkoloryzowaniem rzeczywistości stwierdzenie,  że Varga pisze wyłącznie „na nie”. Nie brakuje w jego dzienniku pochwał i miłych słów. Równie chętnie co wynajduje i wspomina o rzeczach wartościowych i godnych polecenia – oczywiście w jego ocenie. Memu sercu – co już wspomniałem i na co nic nie mogę poradzić– najbliższe są jednak   te fragmenty gdzie właśnie krytyka bierze górę.

Bawią mnie przy tym rozmaite zarzuty wobec treści książki i samego autora. Że jest niepoprawny politycznie? Dość już grzecznych „ideologicznie słusznych” mimoz. Pora teraz na gruboskórnego hipopotama! Właśnie takich literackich zwierzaków bardzo teraz brakuje.

Znajdziemy na kartach „Dziennika hipopotama” tezy o literaturze (oczywiście!), filmach, serialach, sporcie, polityce, wydawcach, historii muzyki rockowej i w zasadzie „o wszystkim”. Podane lekko, bez zbędnego rozpisywania się, a przede wszystkim bez przyjmowania wyniosłej pozycji „tylko ja mam rację”. Takie po prostu ma Varga zdanie o różnych rzeczach, nie boi się go głosić, nie przejmuję się co o tym sądzą inni, a przy okazji tak się składa, że dość często jest to opinia zbieżna z moją.

A nawet wtedy kiedy się nie zgadzamy to swoisty urok codziennych notatek Krzysztofa Vargi powoduje, że mi to nie przeszkadza. Bo to moim zdaniem naprawdę fajna książka. Może więc powinien to być „Dziennik Kłapouchego”? Jakby się jednak nie nazywał to i tak czytajcie Vargę!!!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s