Piotr Ibrahim Kalwas „Gozo. Radosna siostra Malty”

Wielka Litera, 2020

Przewodnik turystyczny? Niezupełnie. Chociaż sam autor w posłowiu, określa swoja książkę w ten sposób, to jednak „Gozo. Radosną siostrę Malty” potraktować trzeba nieco inaczej. Wyjątkowo.

Opowieść Piotra Ibrahima Kalwasa, jest kolejną już pozycją z serii Podróże nieoczywiste. Cyklu, w którym o swoich miejscach zamieszkania opowiadają osoby, które „tubylcami” zostały dopiero w pewnym momencie swojego życia. Wspominałem o tym przy okazji recenzji  „Sztokholmu” Katarzyny Tubylewicz. Piotr Ibrahim Kalwas mieszka na Gozo od nieco ponad trzech lat. Razem z nim możemy wybrać się na spacer (i to dosłownie!) po małej wyspie z maltańskiego archipelagu.

O „Sztokholmie” Katarzyny Tubylewicz pisaliśmy tutaj: http://bit.ly/2V1Rp4h

„Gozo. Radosna siostra Malty” jest bowiem właśnie opisem siedmiu spacerów po Gozo. Wyspie tak niedużej, że spokojnie można przejść ją wzdłuż i wszerz. Gozo nie wyróżnia się mnogością muzeów, zabytków i tym podobnych miejsc. Jednak atrakcji  dla ciekawego świata podróżnika na niej nie brakuje. I to tych najlepszych, bo nieoczywistych. Poukrywanych  w zakamarkach i zaułkach gozytańskich miasteczek.

Dużo pisze autor chociażby o jedzeniu. Miejscach gdzie można zaopatrzyć się  w lokalne specjały. Dzieli się też osobistymi przepisami na ich kulinarne wykorzystanie. Taka jednak jest tamtejsza rzeczywistość. Bowiem właśnie wokół jedzenia toczy się istotna część życia mieszkańców Gozo. Kalwas przeprasza za liczne kulinarne wtręty w treści, ale one właśnie stanowią dodatkowy – nomen omen – „smaczek” tej książki.

Nie brakuje w niej  także licznych informacji o historii, kulturze, tradycjach. Także tych niezbyt chwalebnych. „Gozo. Radosna siostra Malty” nie jest bowiem lukrowaną laurką, a Piotr Ibrahim Kalwas – co nieraz już w swoich tekstach udowadniał – bez oporów pisze także o mniej lub bardziej ciemnych stronach miejscowej historii i współczesności. Wreszcie znajdziemy również w książce sporo informacji praktycznych, o noclegach, komunikacji i wspomnianych już kulinariach.

Autor nie ukrywa, że napisał książkę, po to by czytelnik miał ochotę spakować się i przyjechać na Gozo. Muszę przyznać, że zamierzony cel – w moim przypadku – osiągnął bezproblemowo. Pomimo, że  Piotr Ibrahim Kalwas nie idealizuje Gozo, to ma się ochotę rzucić wszystko i przenieść tam. Nawet na dłużej. Zanurzyć w śródziemnomorskim, sennym bytowaniu.

Mnie podobały się jeszcze „muzyczne” wtręty, szczególnie te bliskie jazzowi. Na razie moje wędrówki po Gozo ograniczą się do książki i internetowych zdjęć satelitarnych. Na mojej mapie marzeń pojawiła się jednak kolejna pinezka znacząca miejsce gdzie muszę się kiedyś wybrać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s