Clemens Kuratle Murmullo „Lies”

Antidro Records, 2020

Kwintet Murmullo, prowadzony przez szwajcarskiego perkusistę Clemensa Kuratle’a działa od roku 2014. Zespół wydał debiutancki album cztery lata temu, a w ubiegłym roku doczekał się nominacji do prestiżowej szwajcarskiej nagrody ZKB Jazzpreis.

Kuratle’a znaleźć można również w składzie oryginalnego tria La Môme, duetu z artystą słowa Emanuelem Bundi, zespołu avant-popowego artysty Guy’a Mandona oraz międzynarodowego kwintetu Ydivide z udziałem brytyjskiego pianisty Elliota Galvina.  Perkusista  udziela się także jako sideman, między innymi w zespołach harfistki Julii Campiche i saksofonistki Nicole Johänntgen.

Jako swoje inspiracje Kuratle często przywołuje wiele egzotycznych stylów  muzycznych, jak choćby indonezyjski gamelan, marokańska gnawa ale i ludowe bułgarskie chóry żeńskie. Tym razem pomysły na sześć utworów które składają się na nieco ponad półgodzinny album dostarczyły mu inne obszary zainteresowań: sztuka, historia i polityka. Jak przyznaje Kuratle, tytuł płyty i rozpoczynającego ją utworu wymyślił na samym końcu, a samą kompozycję postanowił zadedykować notorycznym kłamcom współczesności. Chociaż impulsem do stworzenia nagrania były słowa Pabla Picassa „Sztuka to kłamstwo” to jako wzorce postaci mijających się z prawdą  wymienia Kuratle  przedstawicieli całkiem nie artystycznego środowiska: Waltera Ulbrichta, Dicka Cheneya, Nigela Farage oraz nie sprecyzowanego do końca Prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej.

Najciekawiej na albumie wypadają połączone „Prelude” i „Aunt Rose”. Ten pierwszy, niespełna dwuminutowy, jest solowym, gitarowym wstępem do kompozycji inspirowanej poematem Allena Ginsberga.  Solo Hellmüllera przechodzi jeszcze na pierwsze pół minuty właściwego utworu. Stopniowo dołączają do gitary: kontrabas, perkusja i puzon (Florian Weiss). W drugiej połowie pałeczkę pierwszeństwa przejmuje saksofon i gitara, a stonowaną narrację zastępują ostre, quasi-rockowe brzmienia. Nie ustępuje mu kontemplacyjne –  a jakże – „Contemplation” z wysublimowanymi solówkami puzonu, gitary  oraz saksofonu (Jonathan Maag) , a także „Deconstruct” zaskakująco niemal równie spokojne jak poprzedni utwór. Znakomicie wypada znów Franz Hellmüller, który w niemal każdym utworze prezentuje inne oblicze. W rozpędzającym się finale pokazuje swoje solowe umiejętności lider.

Finałowa „Lull-a-Bye” – w zupełnie nie kołysankowym nastroju – zaczyna się długim wstępem kontrabasu. Rafael Jerjen gra smyczkiem, a w tle towarzyszą mu rytmiczne uderzenia perkusji. Po dwóch minutach łagodzi je wejście saksofonu, następnie puzonu oraz pojawienie się sympatycznej, dynamicznej melodii. To nie koniec nieoczekiwanych wolt, bowiem ostatnie pół minuty zaskakuje krótką wokalną wstawką w wykonaniu Kuratle’a. Tekstem, który  odczytać można jako motto całego albumu, przesłanie jakie kieruje do nas Murmullo. Nie przepadam wprawdzie za korzystaniem z wokalu przez instrumentalistów, ale w tym wypadku, dzięki powściągliwości w zastosowaniu, znakomicie się to rozwiązanie sprawdziło.

„Lies” wypada całkiem zgrabnie i interesująco, przyciągając kompozytorskim i aranżacyjnym zmysłem lidera , a także umiejętnością zwięzłej i ciekawej muzycznej opowieści.

Recenzja premierowo opublikowana w magazynie JAZZ FORUM

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s