Marcin Wasilewski Trio & Joe Lovano —”Arctic Riff”

ECM, 2020

Zapowiedź albumu tria Marcina Wasilewskiego z Joem Lovano wzbudziła słuszne podekscytowanie w naszym kraju. Efekt artystycznego mariażu z jednym z gigantów światowego jazzu stał się jedną z najbardziej wyczekiwanych płyt bieżącego roku.

Trio Wasilewskiego nagrało już wcześniej dla ECM album z gościnnym udziałem innego muzyka. Jednak dla mnie, jako słuchacza, „Spark of Life” zarejestrowany z Joakimem Milderem był lekkim rozczarowaniem. Brakowało mi w tamtej płycie pozytywnego napięcia pomiędzy muzykami. Wrażenie porażki pogłębiła płyta koncertowa, gdzie ten sam materiał zagrany tylko w trio wypadł o niebo lepiej. Jednak w przypadku „Arctic Riff” można mieć było przeczucie, że wrażenia będą  od początku dobre.  Po pierwsze Lovano to jednak o wiele wyższa półka niż Milder. Wprawdzie nie gwarantuje to artystycznego porozumienia, ale amerykański saksofonista jest ostatnio „w sztosie” co potwierdziły świetne albumy z ubiegłego roku „Trio Tapestry” oraz „Roma”, nagrana na koncertach z Enrico Ravą. Oba często wymieniane wśród najlepszych wydawnictw roku 2019.

Trio spotkało się z Lovano po raz pierwszy przed laty, podczas wspólnego koncertu na Bielskiej Zadymce Jazzowej. To Lovano wybrał wówczas trio Marcina Wasilewskiego by towarzyszyło mu na scenie. Tym razem inicjatywa wyszła od polskich muzyków, a finalizacji przedsięwzięcia niewątpliwie pomógł fakt, że saksofonista chwilę wcześniej związał się ECM  kontraktem nagraniowym. Krótka sesja nagraniowa miała miejsce w sierpniu roku 2019 we francuskim Studios La Buissonne, a w jej wyniku słuchacze otrzymali sześćdziesięcio-dwu minutowy album z jedenastoma ścieżkami. Utworów na płycie jest jednak tylko dziesiątka, bowiem „Vashkar” Carli Bley, pojawia się w dwóch różnych wersjach. Cztery kompozycje dołożył lider tria, jedno nagranie podpisał Joe Lovano, a zestaw uzupełniły cztery kolektywne improwizacje.

Album zaczyna się i kończy eleganckimi, klasycznymi balladami Marcina Wasilewskiego. Zarówno w rozpoczynającym płytę „Glimmer of Hope”, jak i w finałowym „Old Hat” świetnie przeplatają się solowe partie saksofonu i fortepianu. Trzecią z ballad – „Fading Sorrow”  – ozdabia ponadto popis Sławomira Kurkiewicza. Liryki na  „Arctic Riff” nie brakuje, ale znajdziemy na tym wydawnictwie również inne klimaty. Począwszy od energetycznego „L’amour fou” z kapitalną solówką Michała Miśkiewicza, aż po wspomniane cztery zespołowe improwizacje gdzie cała czwórka muzyków wznosi się na artystyczne wyżyny: kapitalna „Cadenza” trwa ponad dziewięć minut i jest najdłuższym nagraniem na całym albumie. Fantastycznie wybrzmiewają również dwie minutary: „A Glimpse” oraz „Stray Cat Walk”zagrana w triu… bez fortepianu .

Przeczucia co do jakości albumu nie zawiodły. Od pierwszych dźwięków przerodziły się w pewność, że  „Arctic Riff” jest fantastyczną płytą. Zaryzykuję twierdzenie, że wręcz najlepszą w dyskografii tria.  Po prostu mistrzostwo.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s