Paweł Janas „Buttonhacker”

Requiem Records, 2018

Akordeon był jeszcze do niedawna w muzyce pewnego rodzaju ciekawostką. Około-jazzowe wykorzystanie tego instrumentu kojarzyło się przede wszystkim z tangami, Piazzollą i francuskim musette. Od pewnego jednak czasu coraz częściej natknąć się można na akordeonowe projekty, które zaskakują niezwykle zróżnicowaną stylistycznie ofertą.

Nie brakuje również wirtuozów akordeonu i w Polsce. Pod koniec 2018 roku wytwórnia Requiem Records wydała, już czwarty w swoim katalogu, album jedngo z nich – Pawła Janasa. „Buttonhacker” to zarówno tytuł płyty, jak i artystyczny pseudonim wszechstronnego instrumentalisty i kompozytora. Muzyka, który ze swobodą odnajduje się w muzyce współczesnej, elektronicznej czy improwizowanej. A jak dowiedziałem się z jego biogramu, pośród wielu sukcesów, ma na swoim koncie także tytuł Mistrza Świata w grze na akordeonie cyfrowym.

Przy pracy nad solowym albumem zastanawiał się Paweł Janas nad wykorzystaniem szerokiego spektrum instrumentów. Ostatecznie stanęło jednak na zarejestrowaniu muzyki wykonanej tylko z użyciem akustycznego akordeonu, wspomaganego w niewielkim stopniu efektami elektronicznymi: loopstation i vocoderem. Elektronika pełni jednak funkcję wspomagającą i nie przytłacza brzmienia głównego instrumentu. Na albumie znajdziemy osiem utworów, częściowo skomponowanych, w części zaimprowizowanych podczas sesji nagraniowej. Wszystkie w atrakcyjnej dla odbiorcy formule. Często urzekające melodyjnymi motywami z zadatkami na chwytliwy przebój. Dynamiczne oblicze mają rozpoczynający całość „Black Button”, „Virus” oraz „Loopman”. Od razu wpada w ucho nieco łagodniejszy „Moon Spice”. Oryginalnie wybrzmiewa końcówka „Catch Me!’.

Jednak zdecydowanie największe wrażenie wywarło na mnie nagranie finałowe. Zdecydowanie najdłuższe, trwające prawie dziesięć minut. Zgodnie ze swoim tytułem malujące urzekające, wysublimowane pejzaże. Utrzymane w spokojnym nastroju, choć momentami mroczne i ciężkie. Podążające w stronę muzyki ilustracyjnej, filmowej. Nieco odmienne klimatem od pozostałych siedmiu utworów, ale może właśnie dzięki tej odmienności, kapitalnie podsumowujące cały materiał. Dla mnie, z upodobaniem poszukującego akordeonowych śladów w nowościach wydawniczych, „Buttonhacker” Buttonhackera stał się jedną z najmilszych i nieoczkiwanych niespodzianek ostatnich miesięcy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s