Michelle Obama „Becoming. Moja historia”

Wyd. Agora, 2019

Już od momentu zapowiedzi publikacji „Becoming” ciekawiło mnie co skłoniło Michelle Obamę do napisania książki. Pierwszym i dość oczywistym wyborem było powiązanie premiery z rozpoczęciem kampanii wyborczej. Jednak ten trop, jak się okazało, należało szybko porzucić. 

Ameryka nie jest jeszcze gotowa na „wojowniczą czarną kobietę” (taki opis swojej osoby cytuje Michelle Obama na samym początku książki, pytając z przekąsem, które z trzech określeń przeszkadza krytykom najbardziej). Ostatecznie wydaje się, że była Pierwsza Dama Ameryki, po prostu wreszcie mogła powiedzieć to co leżało jej od dawna na sercu, bez oglądania się, czy wypada to czynić i czy nie spowoduje to politycznych konsekwencji. A ewidentnie jest osobą, która swoich myśli nie owija w bawełnę.

„Becoming” jest po pierwsze historią self-made woman. Jasnym stwierdzeniem, że wszystko co w życiu osiągnęła, zawdzięcza autorka przede wszystkim swojej ciężkiej pracy. Druga część to polityczna apologia Baracka Obamy – z wyrażonym wprost przekazem, że Ameryka do dziś nie zrozumiała jakim szczęściem dla kraju była jego prezydentura. Jest wreszcie ta książka sprawozdaniem z ośmiu lat działalności publicznej Michelle Obamy w Białym Domu. Paradoksalnie trzecią, „prezydencką”  część autobiografii czyta się najgorzej i jest ona momentami nużąca.

Przede wszystkim jednak „Becoming” to książka napisana dla Ameryki i Amerykanów. Owszem, interesujący się Stanami Zjednoczonymi czytelnik, nie będzie się nudził. Jednakże autorka skupia się wyłącznie na krajowym podwórku. Nie licząc wzmianek o zawiązanej wbrew protokołom przyjaźni z Królową Elżbietą II, polityka zagraniczna w tej książce nie istnieje.  Dlatego śmieszą mnie nieco próby przypisywania „Becoming” roli manifestu o znaczeniu globalnym. Jest to bardzo sprawnie napisany, wartki w lekturze tekst, z charakterystycznym dla Ameryki, acz wyrażonym bardzo subtelnie „smrodkiem dydaktycznym”. Zdecydowanie wart  przeczytania. Chociaż jego znaczenia dla świata – przynajmniej do czasu, aż Michelle Obama nie da się wreszcie namówić na działalność polityczną – specjalnie bym nie przeceniał.

Na koniec kamyczek do ogródka polskiego wydawcy, który postawił na szybkość wydania, kosztem jakości. W książce nie brakuje merytorycznych błędów (np. członkowie izby niższej amerykańskiego Parlamentu to Kongresmeni, a nie Reprezentanci), co znacznie obniża ocenę krajowej edycji.    

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s