Simon Reynolds „Retromania”

Wyd. KosmosKosmos, 2018

przełożył Filip Łobodziński

38retromania_okl_cmyk

Retro było, jest i będzie modne. Także w sferze muzyki. To fakt. Wydawałoby się, że takie stwierdzenie jest wystarczające. Jednak Simon Reynolds rozwinął wzmiankowaną tezę w całkiem pokaźny, pięciuset stronicowy wywód. Czy to nie będzie nudne – zapyta potencjalny odbiorca? Bogata bibliografia i pokaźny indeks mogą sugerować ciężkostrawny naukowy wywód. To jednak nie ten przypadek.

„Tak się powinno pisać o muzyce” głosi jedna z rekomendacji na obwolucie książki. Według mnie można powiedzieć, że tak w ogóle powinno pisać się książki. Bez względu na temat, o jakim opowiadają. Ciekawie, zajmująco, niebanalnie w wielu aspektach. Ot choćby pomysł na wprowadzenie, nazwijmy to „dygresji” do głównej narracji. Podzielenie arkusza na pół i prowadzenie dwóch równoległych opowieści przez kilka (a we wstępie nawet kilkanaście) stron.  Swoją drogą ciekawe czy tak samo wyglądało to w „papierowej” wersji oryginalnej, czy też jest to lokalny polski patent wydawcy – ebookowe wydanie anglojęzyczne umieszcza, bowiem owe komentarze, jako przypisy na końcu poszczególnych rozdziałów. Reynoldsowi w swojej opowieści zdarza się nawet zahaczyć o modę, – choć potrafi szybko przeskoczyć z tego tematu na … muzykę punkową. „Retromania” to konkretne przykłady, studia przypadków, opisy zjawisk, nurtów, tendencji, ale także kawał solidnie napisanej historii muzyki popularnej oraz związanej z nią otoczki: pojawiają się fragmenty o kolekcjonerach, o cyfryzacji, o ipodach i całej kulturze ich używania. Oryginalne wydanie książki miało wprawdzie premierę w roku 2011, ale przez te siedem lat „Retromania” nie straciła na aktualności.

Sukcesu polskiego wydania nie było by bez tłumacza. Filip Łobodziński to nie tylko najwyższa półka translatorska, ale także ekspert w sferze muzyki.  Liczne przypisy pochodzące od tłumacza z jednej strony ułatwiają poruszanie się w gąszczu odniesień, nawiązań i cytatów, z drugiej często wyjaśniają niuanse translacji, przytaczając oryginał i szerzej wyjaśniając jego sens. O kulturze popularnej nie sposób pisać „nadętym” językiem, a tłumacz, – co godne pochwały – śmiało tu sobie poczyna, używając wyrażeń w rodzaju „graficzny dinks”. Trzeba, więc dodać tu jeszcze jeden komplement: tak powinno się przekładać książki.

Czy ma „Retromania” jakieś wady? Chyba tylko jedną. Lektura trwać może dość długo, bowiem czytelnik w trakcie zapoznawania się z tekstem nabiera nieodpartej ochoty osobistej konfrontacji z opisywanymi płytami i utworami. Wsiąkając w świat retro bez końca. Nie wiem czy ucieszyłoby to Reynoldsa, który zjawisko retromanii uważa raczej za negatywne, choć nieuniknione.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s