Chick Corea + Steve Gadd Band „Chinese Butterfly”

Stretch Records (Concord Music Group), 2018

CC_SG_CB_cover_RGB

Chick Corea i Steve Gadd spotkali się po raz pierwszy w roku 1965 w zespole Chucka Mangione. Ich muzyczne ścieżki krzyżowały się później wielokrotnie, a idea zrealizowania nagrań firmowanych wspólnie pojawiała się niemal od samego początku ich znajomości. Udało się ją jednak zrealizować dopiero na jubileusz półwiecza przyjaźni. Obaj muzycy wybrali się na Florydę, gdzie w tamtejszym studiu Chicka Corei przystąpili do pracy. Do nagrań zaprosili kolegów, z którymi mieli już okazję wielokrotnie współpracować: kubańskiego basistę Carlitosa Del Puerto, wenezuelskiego perkusjonalistę Luisa Quintreo oraz saksofonistę i flecistę Steve’a Wilsona, a także gitarzystę Lionela Loueke, który z Coreą i Gaddem nagrywał po raz pierwszy w karierze. Ponadto w otwierającym drugą płytę Return to Forever gościnnie wystąpił Philip Bailey z Earth, Wind & Fire. 

Długo odkładane plany zaowocowały dwupłytowym, dziewięćdziesięciominutowym albumem, zawierającym osiem nagrań. Sześć autorstwa Corei, jedno napisane przez pianistę wraz z Lionelem Loueke oraz jedno skomponowane przez Johna McLaughlina. Pięć spośród utworów Chicka Corei to premiery, stworzone specjalnie z myślą o tym projekcie. Chinese Butterfly to klasyczny przykład wydawnictwa powstałego z – nazwijmy to – radości grania. Spotkania dobrych kumpli, którzy pojammowali sobie w domu u jednego z nich. Bez presji grając taką muzykę, jaką sami lubią. Ciesząc się spotkaniem i wspólnym muzykowaniem. Panowie naprawdę nieźle bawili się rozwijając zaproponowane przez Chicka Coreę tematy. Najkrótszy utwór na pierwszej płycie trwa sześć i pół minuty. Trzy z drugiego cd odpowiednio minut: osiemnaście, dziewiętnaście i pół oraz szesnaście. Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że dobry ubaw mają też słuchacze, choć na Chinese Butterfly nie znajdą nic przełomowego. Album wypełnia jazz-rock (nie na darmo na płycie pojawia się wspomniany już utwór Return to Forever), ulubione przez Coreę klimaty latynoskie, czy rytmy afrykańskie, po które z kolei często sięga Loueke. Wszystko w wykonaniach prawdziwie mistrzowskich, bez krzty sztuczności czy silenia się na wymuszoną oryginalność. Muzyka pod hasłem „gramy swoje” ze znakiem pierwszej jakości.

Gwoli ciekawostki warto wspomnieć na koniec, że tytułowy motyl pojawia się na albumie także w formie graficznej. Marc Bessant’s – autor okładki – skonstruował go z obrazów instrumentów muzycznych, którymi posługują się muzyczni bohaterowie projektu.  

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s