TEATR: „Poczekalnia. Kaczmarski/Tymański”

Teatr Nowy w Łodzi. Premiera 9/2/2018

Reżyseria – Jarosław Wojciechowski.

Na wstępie chciałbym uspokoić reżysera omawianego przedstawienia, Jarosława Wojciechowskiego. Sądzę, że wbrew swoim obawom nie będzie się raczej musiał ukrywać przed atakami ortodoksyjnych fanów Jacka Kaczmarskiego.

 To prawda, „Poczekalnia” zdecydowanie nie jest spektaklem dla konserwatywnie podchodzących do spuścizny Kaczmarskiego i zapewne patrząc z takiej perspektywy, można by wylać wiele żalów i pretensji w stosunku do twórców przedstawienia. Mnie również nie wszystko w „Poczekalni” odpowiadało. Jednakże postanowiłem to przemilczeć, bowiem spektakl ma zalety, przy których nietaktem będzie wypominanie niedoskonałości.

Przede wszystkim wielkie brawa należą się za przypomnienie Kaczmarskiego jako autora. Ostatnio wciśnięty w ramki ikony, został teraz na nowo odkryty, jako poeta i to poeta ponadczasowy.  Wizerunek Kaczmarskiego ugrzązł ostatnio w sztampowych skojarzeniach: bard Solidarności, „Obława”, „Mury”, „Zbroja”. Dla tych, nazwijmy to, hitów nie znalazło się (na szczęście!) w „Poczekalni”, miejsce. Za to wybrane zostały (wybrane niezwykle mądrze i celnie) utwory, porażające wręcz aktualnością. Dodam, że Mnie osobiście ucieszyło kilkukrotne sięgnięcie do „Wojny postu z karnawałem” – najbliższego mi programu Jacka Kaczmarskiego. Zdjęty z piedestału, uwolniony z krępującego gorsetu narodowego barda, zabłysnął Kaczmarski pełnym blaskiem, swoich genialnych obserwacji. Nie zabrakło odniesień do bieżącej, krajowej rzeczywistości. Jednak na tyle subtelnych, by nie zdominować wieczoru nachalną publicystyką. Ale był to także wieczór opowieści o miłości, sztuce, szaleńczej zabawie, losie artysty. Również o samym Kaczmarskim, bo wybrane piosenki układały się w obraz jego życiorysu.

Udział w całym projekcie Tymona Tymańskiego i wszystko, co z tym się wiąże miało swój cel. Jak już wspomniałem, osoby postrzegające Kaczmarskiego przez perspektywę pieśni z gitarą i pianinem, mogą się rozczarować. Nowe aranżacje to chociażby pop, punk, elektronika. Mam jednak wielką nadzieję, że wyjście z Kaczmarskim do nowej publiczności się powiedzie i że atrakcyjność, nie przysłoni tego, co najważniejsze: słowa.   


Na wstępie chciałbym uspokoić reżysera omawianego przedstawienia, Jarosława Wojciechowskiego. Sądzę, że wbrew swoim obawom nie będzie się raczej musiał ukrywać przed atakami ortodoksyjnych fanów Jacka Kaczmarskiego. To prawda, „Poczekalnia” zdecydowanie nie jest spektaklem dla konserwatywnie podchodzących do spuścizny Kaczmarskiego i zapewne patrząc z takiej perspektywy, można by wylać wiele żalów i pretensji w stosunku do twórców przedstawienia. Mnie również nie wszystko w „Poczekalni” odpowiadało. Jednakże postanowiłem to przemilczeć, bowiem spektakl ma zalety, przy których nietaktem będzie wypominanie niedoskonałości.

Przede wszystkim wielkie brawa należą się za przypomnienie Kaczmarskiego jako autora. Ostatnio wciśnięty w ramki ikony, został teraz na nowo odkryty, jako poeta i to poeta ponadczasowy.  Wizerunek Kaczmarskiego ugrzązł ostatnio w sztampowych skojarzeniach: bard Solidarności, „Obława”, „Mury”, „Zbroja”. Dla tych, nazwijmy to, hitów nie znalazło się (na szczęście!) w „Poczekalni”, miejsce. Za to wybrane zostały (wybrane niezwykle mądrze i celnie) utwory, porażające wręcz aktualnością. Dodam, że Mnie osobiście ucieszyło kilkukrotne sięgnięcie do „Wojny postu z karnawałem” – najbliższego mi programu Jacka Kaczmarskiego. Zdjęty z piedestału, uwolniony z krępującego gorsetu narodowego barda, zabłysnął Kaczmarski pełnym blaskiem, swoich genialnych obserwacji. Nie zabrakło odniesień do bieżącej, krajowej rzeczywistości. Jednak na tyle subtelnych, by nie zdominować wieczoru nachalną publicystyką. Ale był to także wieczór opowieści o miłości, sztuce, szaleńczej zabawie, losie artysty. Również o samym Kaczmarskim, bo wybrane piosenki układały się w obraz jego życiorysu.

Udział w całym projekcie Tymona Tymańskiego i wszystko, co z tym się wiąże miało swój cel. Jak już wspomniałem, osoby postrzegające Kaczmarskiego przez perspektywę pieśni z gitarą i pianinem, mogą się rozczarować. Nowe aranżacje to chociażby pop, punk, elektronika. Mam jednak wielką nadzieję, że wyjście z Kaczmarskim do nowej publiczności się powiedzie i że atrakcyjność, nie przysłoni tego, co najważniejsze: słowa.   

nowy kacztym

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s