Mike Stern „Trip”

Concord Records, 2017

headsup_stern_trip_cvr_2MB

Nieco ponad rok temu, w przededniu rozpoczęcia trasy koncertowej, na początku czerwca 2016 roku Mike Stern stał się ofiarą nieszczęśliwego wypadku. W wyniku niegroźnego z pozoru upadku doznał złamania obu rąk, ale także uszkodzenia nerwów prawej ręki. Kilka operacji I rehabiltacja pozwoliły na szczęście na stopniowy powrót na scenę. Pierwsze koncerty – siedząc – zagrał z Chickiem Coreą po pięciu miesiącach. Na początku bieżącego roku wszedł do studia by zarejestrować swój siedemnasty album w charakterze lidera.  W charakterze sidemanów czekali już pianista i keyboardzista Jim Beard, trębacze Randy Brecker i Wallace Rooney, saksofoniści Bob  Franceschini i Bill Evans, basiści Victor Wooten i Tom Kennedy oraz perkusiści Dave Weckl, Dennis Chambers i Lenny White. Gościnnie pojawili się na płycie także: Gino Moratti, perkusjonaliści Arto Tuncboyaciyan i Elhadji Alioune Faye, perkusista Living Colour, Will Calhoun, a także basiści Teymur Phell i Edmond Gilmore. Ponadto męża wsparła Leni Stern, grająca w dwóch utworach na afrykańskim instrumencie n’goni.

Jedenaście kompozycji na Trip składa się na nieco ponad godzinną funkową propozycję. Ubarwioną dwoma balladami – piękna, liryczna Gone zagrana jest na gitarze akustycznej z nylonowymi strunami – bluesem i afrykańskimi odwołaniami. Ten ostatni przykład to utwór Emilia gdzie Stern po raz drugi w karierze udziela się, jako wokalista (śpiew to moja druga natura – jak ze śmiechem zapewnia wirtuoz gitary). Potencjalnym przebojem jest tytułowy Trip, najlepsza wizytówka płyty, jaką można sobie wymarzyć. Tytuły poszczególnych utworów to obraz dystansu, z jakim podchodzi Mike Stern do swojego wypadku, który mógł przecież skutkować definitywnym końcem kariery. Screws jest aluzją do 11 śrubek, które wkręcono w jego ramię podczas pierwszej operacji. Scotch Tape and Glue to z kolei metody, jakimi wspomaga się muzyk przy trzymaniu gitarowej kostki. Cały album to kontynuacja muzyki i klimatów, z jakich Mike Stern znany jest od lat. Dobrze się tego słucha i można wyrazić zadowolenie, że znakomity gitarzysta powrócił, a trudne chwile minęły. Oby bezpowrotnie.

JazzPress 12/2017

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s