Jeffrey Archer „Dzienniki więzienne”

Wyd. Rebis, 2017

Dziennikiwiezienneminimalka188x300

Jeffrey Archer to autor niezwykle popularny. Przy okazji człowiek, którego życiorys jest niczym amplituda. Pełen wzlotów i upadków. Jednak nawet te „dołki” swojej historii potrafił zawsze Archer przekuć w sukces.  Poza tym, że jest pisarzem, ma bogatą karierę jako polityk.

Zasiadał w Izbie Gmin i w Izbie Lordów. Należał do kierownictwa Partii Konserwatywnej. W 1992 roku otrzymał tytuł szlachecki. W 2001 został skazany na cztery lata więzienia za krzywoprzysięstwo i utrudnianie pracy wymiaru sprawiedliwości. Jednak i ten upadek potrafił zmienić w złoto, w postaci kolejnej bestsellerowej książki. Od pierwszego dnia pobyty zaczął prowadzić dziennik. Czytelnicy – także w Polsce – znają już te zapiski z trzech tomów, które ukazały się kilka lat temu, a każdy z nich był zapisem pobytu w różnych zakładach karnych, w których odsiadywał wyrok: od najcięższego Belmarsh – Piekła, przez łagodniejsze Wayland – Czyściec, po więzienie otwarte North Sea Camp – Niebo. Obecna edycja to kompletne dzienniki, łączące trzy części z historią dwóch lat pobytu w więzieniu.

Półżartem można powiedzieć, że rozsądnie myślący człowiek po przeczytaniu dzienników Archera wyzbędzie się jakichkolwiek myśli o najdrobniejszym choćby zatargu z prawem (jeżeli takowe kiedykolwiek zatliły się lub miałyby się urodzić w jego głowie). Nie brak w dziennikach humoru, anegdot, ale – co przyznaje sam autor – to tak naprawdę zasłona kryjąca strach, zwątpienie, przygnębienie, załamanie spowodowane znalezieniem się w świecie za kratami. Fascynujący, ale i przerażający obraz życia i funkcjonowania w instytucjach wymiaru tak zwanej sprawiedliwości. Bowiem z prawdziwą sprawiedliwością niewiele ma on wspólnego.

Nie wiem czy po powrocie na wolność, Archerowi udało się, (gdy Konserwatyści wrócili do władzy) wpłynąć na realizacje postulatów dotyczących reform w brytyjskim więziennictwie, jakie zawarł w podsumowaniu swojej książki. Mnie po lekturze nasunęła się na myśl zupełnie inna konstatacja: a gdyby tak od czasu do czasu jakiegoś wybranego polityka zmusić do pracy w szkole, szpitalu, leczenia się nie na oddziale VIP, opieki nad dzieckiem w wieku szkolnym, prowadzenia własnego małego biznesu, albo – dlaczegóż by nie? – właśnie zamknąć go w więzieniu. Ot po prostu zderzyć go z rzeczywistością. Może dałoby to taki skutek, że szarzy obywatele wreszcie odpoczęliby od „genialnych” pomysłów, jakimi raczą nas polityczni reprezentanci różnej maści?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s