LIVE: Charles Gayle Trio

Ciągoty i Tęsknoty, Łódź, 22.11.2017 

Coroczne wizyty tria Charlesa Gayle’a w Ciągotach i Tęsknotach powoli stają się tradycją. Końcówka listopada przyniosła czwartą z rzędu jednodniową, a w zasadzie jednowieczorową, rezydencję guru nowojorskiej awangardy na łódzkich Bałutach. Każda z tych wizyt wstrząsała okolicą z coraz większą mocą, niczym w skali Richtera uderzając, co roku dziesięciokrotnie silniej. Nie inaczej było i tym razem. 

Trio Gayle’a zagrało w tym roku z nowym perkusistą. Aleksandar Škorić znakomicie wpasował się w zespół. Nieśmiały i cichy na pierwszy rzut oka, za zestawem perkusyjnym przeobraził się w wulkan energii i emocji, ekspresyjnie przeżywając swoją i kolegów grę. Chłonąc wskazówki lidera, dynamicznie reagując na działania kolegów.    

foto: Konrad Żelazo

Ksawery Wójciński gra z Gaylem od lat. Komplementowałem naszego kontrabasistę już wielokrotnie i w zasadzie powinienem tu zwielokrotnić swoje zachwyty nad jego grą, muzyczną wyobraźnią, umiejętnością porozumienia. Za najlepszą rekomendację powinny chyba wystarczyć podpatrzone reakcje Charlesa Gayle’a,który podczas solówek Wójcińskiego kręcił niekiedy głową z niedowierzaniem, mrucząc pod nosem znaczące „Amazing, amazing”.

foto: Konrad Żelazo

Sam Gayle, co roku zaskakuje czymś innym. Teraz, połowę opisywanego tu koncertu, zagrał na pianinie. Momentami, nie przerywając gry na nim sięgał także i po saksofon. Niewiele brakowało, by zamienił się miejscami z Ksawerym Wójcińskim. W pewnym momencie wciągnął do gry siedzącą najbliżej pianina osobę, przeradzając na krótką chwilę trio w kwartet. Potrafił zagrać lirycznie, zacząć znajomy motyw standardu, by nagle, szybkim „fast” rzuconym półgłosem swoim młodszym kolegom, rozpędzić zespół w szalonej improwizacji.

„Jeńców nie bierzemy” anonsował w tym roku przed koncertem Ksawery Wójciński. Tak też się stało. Nie oszczędzali siebie i instrumentów, czego efektem pęknięta struna i przewrócony floor-tom. Rozpalili salę do czerwoności. Podczas tradycyjnego po-koncertowego zdjęcia na świeżym powietrzu, listopadowy chłód przyjemnie studził rozgrzane głowy.  A gdzie w tym wszystkim pies? Kto był wie, że i (muzycznego, poniekąd) psa nie zabrakło.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s