Cuong Vu 4-tet „Ballet. The Music of Michael Gibbs”

Rare Noise Records, 2017

Michael Clement Irving Gibbs to bohater wydanej niedawno płyty pochodzącego z Wietnamu trębacza. Urodzony w Rodezji Gibbs to także jazzowy trębacz, ale przede wszystkim kompozytor, aranżer i dyrygent. W trakcie swojej kariery nagrywał między innymi z Garym Burtonem, Kennym Wheelerem, Grahamem Collierem. Obecnie znany jest przede wszystkim, jako aranżer pracujący z big-bandami.

Dwa lata temu właśnie z Big-bandem NDR nagrał płytę z kompozycjami Billa Frisella. Idea nagrania Ballet wyszła właśnie od wspomnianego przed chwilą gitarzysty, przy okazji organizacji cyklicznych koncertów na Uniwesytecie Stanu Waszyngton w Seattle – gdzie Frisell i Vu pracują, jako wykładowcy. Oczywiście zarówno obaj muzycy osobiście wzięli udział w koncertach, między innymi, jako członkowie skrzykniętego naprędce kwartetu. W tym momencie dochodzimy do drugiej ciekawostki związanej z tym projektem, która ujawniła się niejako mimochodem, a dzięki której pewne analogie i chęć porównań nasuwają się same. Zapewne wiele osób pamięta znakomitą płytę Cuong Vu Trio Meets Pat Metheny (recenzja w JazzPress 6/2016). Ten sam skład instrumentalny kwartetu, ten sam trębacz, nawet ten sam perkusista (Ted Poor). Zmiana na stanowisku gitarzysty tylko wzmogła ekscytację.

Muzycy (w składzie kwartetu znajdziemy jeszcze basistę Luke’a Bergmana) wzięli na warsztat pięć kompozycji Gibbsa z lat 1960, z których cztery nagrane zostały, w tamtym właśnie okresie, przez wspomnianego już Gary’ego Burtona. Tytułowy Ballet, który otwiera płytę, zaczyna się z lekka abstrakcyjnie, by przejść w połowie w bluesowe frazy najpierw gitary, a potem trąbki. Drugi z kolei Feelings and Things jest klasyczną, delikatną balladą. Najdłuższy na płycie And on the Third Day, rozpoczynają Frisell i Vu w dość spokojnym nastroju, powoli podkręcając tempo i prowadząc słuchacza najpierw do kulminacyjnych, ostrych, momentami histerycznych, za to niewątpliwie fantastycznych solówek – kolejno – trąbki i gitary, a następnie do uspokojenia i nieoczekiwanie subtelnego gitarowego finału. Zamykający płytę Sweet Rain ponownie czaruje piękną melodią, lirycznym solem trąbki i nieco dynamiczniejszym, ale równie pięknym popisem gitary.

Znakomita płyta. Niespodziewanie – jako całość – chyba delikatniejsza, niż ta powstała w kooperacji wietnamskiego muzyka z Methenym. Inna, ale bez dwóch zdań nie gorsza. Dobrze, że dzięki rejestracji i wydaniu, opisany tu kapitalny show Vu i Frisella rozpowszechni się po świecie, przypominając przy okazji postać i dokonania uhonorowanego ubiegłorocznymi koncertami kompozytora.    

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s