LIVE: Cécile McLorin Salvant

Narodowe Forum Muzyki, Wrocław, 22.10.2017  

Piątek trzynastego przybył do mnie z tygodniowym opóźnieniem, rozciągając się dodatkowo na oba weekendowe dni. Wydawało się, że dobrego nastroju nie da się już uratować. A jednak jesienny chłód i ponurą atmosferę rozjaśniło spotkanie z Cécile McLorin Salvant, serwując mi receptę w myśl tytułu zaśpiewanej w trakcie koncertu piosenki The Best Thing For You (Would Be Me). Standard Irvinga Berlina nie zabrzmiał, jako pierwszy i nie był jedynym nawiązaniem do Great American Songbook. Wśród zaprezentowanych utworów pojawiły się także So In Love Cole’a Portera i Everything I’ve Got Belongs to You duetu Rodgers & Hart. 

foto: Joanna Stoga

Zaczęło się jednak od Trolley Song z filmu Spotkamy się w St. Louis z Judy Garland oraz innego tytułu z filmowym rodowodem If A Girl Isn’t Pretty śpiewanego przez Barbrę Streisand w Zabawnej dziewczynie.  Najnowsza, wydana z końcem września tego roku, koncertowa płyta Cécile McLorin Salvant zawiera dwadzieścia trzy utwory. Jednak na potrzeby wspomnianego wydawnictwa wokalistka zarejestrowała ponad 40 piosenek. Ma, więc dość szeroki wybór, z którego skwapliwie korzysta, a układając program występów nie ogranicza się do nagrań znanych z Dreams and Daggers. Zgromadzona w Narodowym Forum Muzyki publiczność poznała, więc zachwycającą, niezwykłą wersję beatlesowskiego przeboju And I Love Him (w oryginale oczywiście z „Her” na końcu tytułu). Artystka sięgnęła także swoim zwyczajem po utwory mniej popularne jak Black, Brown and White Big Billa Broonzy’ego, przypomniała też Wives and Lovers Bacharacha ze swojej poprzedniej, nagrodzonej Grammy płyty. Oczywiście kompozycji z najnowszego albumu także nie zabrakło – McLorin Salvant zaśpiewała Nothing Like You Boba Dorougha, (które zamykało również płytę Sorcerer Milesa Davisa), Never Will I Mary czy wreszcie My Man’s Gone Know. Gershwinowski przebój powalił mnie tego wieczora na kolana po raz drugi, ale nie ostatni. Ziemia zatrzęsła się, bowiem jeszcze podczas zaśpiewanego na bis a capella bluesa z repertuaru Bessie Smith.

foto: Joanna Stoga

Wielki głos, kapitalne interpretacje, sceniczna charyzma, a przy tym wszystkim bezpretensjonalność i naturalność. Na sali niespodziewanie znaleźć można było jeszcze wolne miejsca, ale Ci, którzy nie zdecydowali się na obecność w NFM mogą sobie tylko pluć w brodę byliby, bowiem świadkami koncertu prawdziwej gwiazdy, znakomitości, jakich mało. Dodać jeszcze należy, że wokalistce towarzyszyło równie wspaniale prezentujące się trio, pod wodzą pianisty Aarona Diehla, (któremu nie przeszkodziła nawet awaria klawiatury, a w zasadzie jednego z klawiszy koncertowego Steinwaya), z Paulem Sikivie na kontrabasie oraz Kyle’m Poole na perkusji.  Cała trójka nie ograniczyła się do akompaniamentu, zachwycając introdukcjami oraz solowymi popisami, niekiedy zwięzłymi acz treściwymi, czasem mocno rozbudowanymi. To był także ich show.

Sezon koncertowy, co prawda się nie skończył, a w krajowych planach widnieje jeszcze kilka nieźle zapowiadających się wydarzeń, jednakże Cécile McLorin Salvant zawiesiła poprzeczkę niezwykle wysoko. To bez wątpienia była najlepsza rzecz, jaka mogła mi się tego dnia przydarzyć. Nie wiem czy w ogóle nie najlepsza, jaka zdarzyła się w tym roku.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s