LIVE: 10 Letnia Akademia Jazzu – 2017

Klub Wytwórnia, Łódź, 07-08.2017

Letnia Akademia Jazzu świętowała w roku 2017 swoje dziesięciolecie. Dekadę koncertów gwiazd światowego i krajowego jazzu, imprez towarzyszących, warsztatów mistrzowskich. Jubileuszowa edycja podtrzymała wysoki poziom swoich poprzedniczek.

Dwa lata temu jednym z uczestników International Jazz Platform – warsztatów dla młodych muzyków – był Kamil Piotrowicz. W bieżącym roku, mający już na swoim koncie dwa autorskie albumy, sukcesy w branżowych plebiscytach i nominacje do prestiżowych nagród pianista, wraz ze swoim zespołem zainaugurował letni cykl koncertów, jako jedna z jego gwiazd. Tworzący Kamil Piotrowicz Sextet muzycyzaprezentowali łódzkiej publiczności materiał z ubiegłorocznej płyty Popular music. Wysoko ocenione przez krytykę nagrania w wersji koncertowej wypadły, moim zdaniem, jeszcze lepiej. Zwróciła przede wszystkim uwagę gra sekcji dętej (Kuba Więcek, Piotr Chęcki, Emil Miszk) prezentującej się w najprzeróżniejszych konfiguracjach: solowych, w duetach oraz w trio.

Lider zostawiał dęciakom dużo swobody, ograniczając się na ogół do kreowania równoległych narracji i tła. W dwóch momentach jednakże trąbka i saksofony usunęły się w cień dając pole do popisu fortepianowi wspartemu kapitalną grą doświadczonej sekcji rytmicznej (Andrzej Święs, Krzysztof Szmańda).

foto: Piotr Fagasiewicz

Zespół Kamila Piotrowicza spotkał się jednak z nieco letnim przyjęciem. Nie dało się ukryć, że nadkomplet publiczności przyciągnął drugi występ, stylistycznie mieszczący się na przeciwległym biegunie. Większość osób oczekiwała przede wszystkim na wielki show, jakiego spodziewała się ze strony trzech wielkich nazwisk europejskiej pianistyki. Iiro Rantala, Michael Wollny i Leszek Możdżer – o nich to, bowiem mowa – po sukcesach koncertów i płyt z cyklu Jazz in Berlin Philharmonic, spotykają się od czasu do czasu na scenie, by udowodnić, że jazz może być świetną, przystępną rozrywką, nie tracąc przy tym nic z wysokiej klasy. Pianiści rozpoczęli od prezentacji solowych i duetowych grając między innymi Candid Overture Leonarda Bernsteina, White Moon Michaela Wollnego, Afirca Larsa Daniellssona i komedowskie Svatetic w duecie na dwa fortepiany i piano Fendera. Leszek Możdżer, zagrał z kolei solo na dwóch fortepianach o różnym stroju.  Na finał na scenie pojawili się wszyscy trzej by uraczyć publiczność klasyczną La Fiestą ze zmianą miejsc przy instrumentach, grą na cztery ręce i udowodnieniem, że można znakomicie spuentować muzyczną frazę, umiejętnie siadając na klawiaturze … całym sobą (Leszek Możdżer). Rozentuzjazmowana publiczność nie wypuściła łatwo muzyków, wyklaskując dwa bisy: kolejny hit Chicka Corei: Armando’s Rumba oraz Imagine Johna Lennona zagranym na sześć rąk, z zaśpiewanym przez Leszka Możdżera refrenem, który to utwór zakończył wspaniały wieczór godzien okrągło-rocznicowej inauguracji festiwalu.

Już po dwóch dniach Klub Wytwórnia zaprosił jazz-fanów na kolejna odsłonę swojej dziesiątej edycji. Ogłoszony niemal w ostatniej chwili koncert Radek Nowicki Quartet okazał się wielką, pozytywną niespodzianką. Znakomitego saksofonistę kojarzyłem dotąd przede wszystkim, jako sidemana i członka zespołów innych muzyków. Swoje autorskie kompozycje muzyk przedstawił w towarzystwie sekcji rytmicznej, z której członkami miał już okazję wielokrotnie grywać i nagrywać płyty (Andrzej Święs, tym razem z Michałem Miśkiewiczem).

Jednak – w zgodnej opinii publiczności – show skradła kolegom, pianistka Katarzyna Pietrzko, dobitnie umacniając opinię o sobie, jako wschodzącej gwieździe rodzimej jazzowej pianistyki. Zupełnie nie dało się odczuć, że to pierwszy koncert kwartetu w takim składzie, który zachwycił klasyczną jazzową atmosferą oraz nastrojowymi solówkami saksofonów i dynamicznymi popisami pianistycznymi.

foto: Piotr Fagasiewicz

Dobre emocje podtrzymał drugi koncert. Dowodzony przez pianistę Mateusza Gawędę octet Cracow Jazz Collective z pięcioosobową sekcją dętą (Cyprian Baszyński – trąbka, Dominik Mietła – trąbka, Marcin Ślusarczyk – saksofon altowy, Sławomir Pezda – saksofon tenorowy,  Bartłomiej Prucnal – saksofon barytonowy) oraz Alanem Wykpiszem na basie i Dawidem Fortuną na perkusji, zaprezentował energiczne, mocne, stanowcze, a z drugiej strony zróżnicowane stylistycznie granie: siłę big-bandu, dynamikę wolnej improwizacji, płynność mainstreamu. Wśród zagranych przez zespół utworów, znalazły się dwie kompozycje inspirowane nagraniami Kwintetu Andrzeja Trzaskowskiego. 

Trzeci wieczór łódzkiego festiwalu upłynął pod znakiem wokalistyki. Spotkanie rozpoczął występ Jazzowego Chóru Wytwórni, który a capella oraz z towarzyszeniem akompaniującego – czasem niestety nieco zbyt głośnego – tria, sięgnął po klasyki piosenki (Moon River), muzyki filmowej (utwory z Nieustraszonych pogromców wampirów oraz serialu 07 zgłoś się) oraz jazzu (medley Swing Low, Sweet Chariot / When The Saints Go Marching In), udanie rozgrzewając publiczność przed główną atrakcją tego dnia, ale i po trosze całego tegorocznego cyklu, jaką miał być koncert Chiny Moses.  Tak jak wiele osób ostrzyłem sobie żeby na ten występ, szczególnie po wysłuchaniu najnowszej płyty Artystki. Ale tak jak zdecydowana większość widowni przyjęła półtoragodzinny show pani Moses z entuazjazmem, tak ja znalazłem się w niewielkiej grupie tych, dla których było to wielkie rozczarowanie. Wokalistka wraz z towarzyszącym jej kwartetem zaśpiewała piosenki z albumu Nightintales włączając do programu jedną nową piosenkę: My Part of Town. Oczywiście nie sposób pani Moses zarzucić czegokolwiek w kwestii wokalnych walorów jej sztuki. Jednakże cały entourage tego koncertu najlepiej podsumowuje jeden z wersów piosenki Running: „Create my own disasters”. Przegadane zapowiedzi z niekończącymi się dygresjami, nadmierna ekspresja, pretensjonalne pseudo-aktorskie zachowania. To wszystko – w moim odczuciu – zabiło atmosferę, a ja z trudem dotrwałem do końca.    

Letnia Akademia Jazzu to także – wspomniane już – warsztaty prowadzone przez jazzowe znakomitości. W bieżącym roku w zajęcia prowadzili: Maciej Obara, John Escreet, Tom Arthurs, Andreas Lang i Thomas Strønen, a także gość specjalny International Jazz Platform: Sidsel Endresen.  Znakomita norweska wokalistka wraz z gitarzystą Stianem Westerhusem wystąpili również na koncercie mistrzowskim.  Grający ze sobą od 2010 roku duet zagrał jeden z najlepszych koncertów tegorocznej edycji festiwalu. Z jednej strony nie była to na pewno muzyka dla szerokiego grona odbiorców. Trudna, wymagająca. Jednak podczas koncertu z sali nie wyszedł chyba nikt. Eksperymentalne brzmienia fascynowały, przykuwały uwagę. Znakomity spektakl, prowadzący od brzmień nastrojowych, czasem tajemniczych i mrocznych po szalone kosmiczne eskapady gitary Stiana Westerhusa, gitary traktowanej czasem smyczkiem, często elektroniką oraz genialnego głosu Sidsel Endresen. Kto był z pewnością nie żałował. Już dwa dni później pozostali członkowie kadry zaprezentowali się, ze skompletowanymi ad hoc spośród uczestników warsztatów składami, podczas występu podsumowującego kilkudniowe zajęcia. Jako gwiazda wieczoru wystąpił duet Marcin MaseckiJerzy Rogiewicz z oryginalnym i ciekawym programemRagtime, w którym muzycy zmierzyli się z interpretacjami utworów kompozytorów amerykańskich (James P. Johnson) i polskich (Henryk Wars, Jerzy Petersburski) z pierwszej połowy ubiegłego stulecia.  Szkoda, że materiał nie został zagrany, tak jak chociażby podczas nowojorskich koncertów obu panów, na pianinie, które ragtime’owi lepiej chyba przystoi niż klasyczny fortepian.

Drugi z sierpniowych koncertów rozpoczęło – jedyne na tegorocznym Festiwalu – klasyczne fortepianowe trio. Zespół prowadzony przez Agę Derlak zagrał kompozycje z wydanej niedawno płyty zatytułowanej Healing. Wyróżniał się charakterystyczny, rozpoznawalny już sposób gry pianistki i znakomita gra kontrabasisty Tymona Trąbczyńskiego,wspieranych przez perkusistę Szymona Madeja. Nagrodzeni w 2016 roku Fryderykiem za fonograficzny debiut muzycy, potwierdzili atuty znane publiczności z obu swoich studyjnych wydawnictw.

foto: Piotr Fagasiewicz

Druga część wieczoru należała także do tria, ale o zupełnie innym, niezwykle oryginalnym instrumentarium. Anna Gadt, Zbigniew Chojnacki i Krzysztof Gradziuk zagrali program ze swojej tegorocznej płyty Renaissance. Zastawiałem się jak ten niezwykle ambitny, choć niełatwy w odbiorze repertuar zabrzmi na żywo. Płyta jest według mnie jedną z najlepszych w polskim jazzie w bieżącym roku. Koncert wrażenia studyjne, jeszcze przebił. Usłyszeliśmy trzy instrumenty potraktowane całkowicie niestandardowo. Głos – właśnie, jako instrument, a nie tylko wokal. Genialną perkusję, w roli solowej, w fantastycznych improwizacjach. Wreszcie akordeon, tym razem mocno wspomagany elektroniką, kapitalnie wpasowujący się w jazzowe interpretacje renesansowych i inspirowanych renesansem kompozycji. Wyszedłem z tego koncertu „z gorącą głową”, pozostając pod ogromnym wrażeniem klasy muzyków oraz jakości ich dzieła: oryginalnego, spójnego, przemyślanego, nowoczesnego. Tak się złożyło, że kolejny (obok koncertu Sidsel Endresen i Stiana Westerhusa), z punktu widzenia słuchacza, niezwykle wymagający program, był najlepszym momentem dziesiątej Letniej Akademii. Dla mnie także w ogóle jednym z najlepszych w tym roku, w jakich dane mi było uczestniczyć.

Kolejnego wieczoru na scenie pojawił się tylko jeden zespół, za to z samymi „głośnymi” nazwiskami w obsadzie: Adam Bałdych Sextet.  Znakomity skrzypek, zaprosił do składu czołówkę młodej krajowej sceny jazzowej: Krzysztofa Dysa (fortepian), Michała Barańskiego (kontrabas), Szymona Mikę (gitara), Macieja Kocińskiego (saksofon) i Dawida Fortunę (perkusja). Koncert wypełniły utwory z najnowszej płyty Adama Bałdycha Brothers, zagrane jednak w nieco innych aranżacjach, przede wszystkim z racji zmienionego i zwiększonego, w stosunku do nagrań studyjnych, składu osobowego zespołu.  Mnie zaś – podsumowując ten występ – nie pozostaje nic innego jak tylko powtórzyć i podtrzymać komplementy zawarte w poprzedniej relacji z występu Sekstetu.

Przedostatni koncert Letniej Akademii Jazzu rozpoczęło trio Kuby Więcka. Młody, ale chwalony zewsząd saksofonista wystąpił wraz z doświadczoną i zgraną sekcją rytmiczną Łukasz ŻytaMichał Barański muzykami, którzy towarzyszyli mu także przy nagrywaniu znakomicie przyjętego albumu Another Raindrop, pierwszej od lat premiery zaprezentowanej w fonograficznej serii Polish Jazz.  Kuba Więcek, który pojawił się już wcześniej na łódzkiej scenie w składzie Sextetu Kamila Piotrowicza, obok repertuaru z debiutanckiej płyty zaprezentował także nowy materiał, podtrzymując i ugruntowując opinię jednego z tegorocznych objawień w krajowym jazzie. Nominalną gwiazdą tego wieczoru był „eksportowy” kwartet Macieja Obary z Dominikiem Wanią, Ole Mortenem Vaganem i Gardem Nilssenem. Tuż przed jesienną premierą płyty zespołu, która ukażę się w monachijskiej wytwórni ECM, kwartet zaprezentował program oparty na kompozycjach Henryka Mikołaja Góreckiego: zarysach kwartetów smyczkowych i koncertów. Specjalne koncerty poświęcone wybitnym polskim kompozytorom, to kolejna godna pochwały tradycja letniego łódzkiego cyklu. Nie zawsze łatwe w odbiorze, jednak o niezaprzeczalnej wartości artystycznej projekty, stają się później bardzo często integralną częścią stałych programów artystów, którzy je przygotowują.  Mam nadzieję, że tak będzie i tym razem, bowiem Górecki by Obara wart jest jak najszerszej prezentacji.

Finał, jak przystało na 10-lecie był wydarzeniem wyjątkowym. Słuchacze mieli okazję poznać jeszcze jeden program przygotowany specjalnie na potrzeby Letniej Akademii. Nikola Kołodziejczyk, który na koncertach w Wytwórni pojawiał się już we wcześniejszych latach, napisał na zamówienie organizatorów suitę Wolność, a do jej wykonania zaprosił Orkiestrę Kameralną Miasta Tychy AUKSO oraz dwóch wybitnych solistów: Samuela Blasera i Tomasza Dąbrowskiego.

foto: Piotr Fagasiewicz

Stylistycznie zróżnicowana, sięgająca po odniesienia do muzyki klasycznej i improwizowanej, wybrzmiewająca w poszczególnych częściach echami rodzimego folkloru, tradycji hollywoodzkiej i gershwinowskiej oraz free jazzu suita, znakomicie spuentowała jubileuszową edycję Akademii.  Obaj soliści wznieśli się na wyżyny swoich umiejętności znakomicie wpasowując się w konwencję gry z Orkiestrą, nie stroniąc przy tym od wycieczek w stronę stylistyki bliższej ich sercom. Zresztą muzycy AUKSO potrafili równie fantastycznie zbliżyć się do jazzowego idiomu czy to w szalonej quazi-free-improwizacji czy chociażby w jazzowym potraktowaniu kontrabasów. Lekko niesprawiedliwe jest przy tak dobrym występie wyróżniać któregoś z wykonawców jednak wrażenie, jakie wywarła na mnie gra Samuela Blasera powoduje, że muszę szczególnie pokłonić się przed – nie waham się użyć tego słowa – geniuszem szwajcarskiego puzonisty. Koncert był rejestrowany i wkrótce każdy będzie mógł czy to przypomnieć sobie czy też po raz pierwszy poznać oryginalne i znakomicie wykonane dzieło Nikoli Kołodziejczyka.

Wkraczająca w wiek nastoletni Letnia Akademia Jazzu udanie podsumowała swoje pierwsze dziesięć lat. Okraszony kilkoma gwiazdorskimi nazwiskami program publiczność przyjęła z entuzjazmem i ukontentowaniem. Dla mnie – nie umniejszając nic jakości występów (większości) gwiazd – prawdziwą wartością tegorocznej edycji były przede wszystkim prezentacje polskich „rising stars”. Muzyków i zespołów dopiero wstępujących na firmament rodzimego jazzu, ale już teraz mających tak wiele do zaoferowania.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s