Verneri Pohjola „Pekka”

Edition Records, 2017

Fiński trębacz Verneri Pohjola jest w Polsce postacią znaną dość dobrze. Ot choćby dzięki studyjnym (płyty) i koncertowym udziałom w projektach polskich artystów. Pohjola na swoim najnowszym autorskim albumie Pekka zmierzył się z dziedzictwem swojego ojca. Pekka Pohjola to nazwisko nieobce zwolennikom progresywnego rocka: klasycznie wykształcony pianista i skrzypek, zasłynął, jako kompozytor, producent, ale przede wszystkim, jako basista, a w trakcie swojej kariery współpracował chociażby z Mikiem Oldfieldem.

Pohjola junior, wychowywany przez matkę, miał ze swoim ojcem układ raczej koleżeński, zawodowy, niż rodzinny, a nazwisko bardziej ciążyło mu, niż pomagało w karierze – to senior był wielką gwiazdą, a młody trębacz musiał mierzyć się z postrzeganiem przez pryzmat „bycia synem Pekki”. Nawet, gdy okazjonalnie współpracowali ze sobą, to wolny, improwizatorski duch Verneri’ego powściągany był – jak on sam wspomina – wizją muzyki, jaką miał jego ojciec, wizją jasno wykrystalizowaną, nieznoszącą ustępstw. Pekka Pohjola zmarł w roku 2008, a osiem lat później jego syn zdecydował się na odczytanie wybranych utworów ojca na swój sposób, respektując istotę i ducha kompozycji, ale nie bojąc się zmian. Powstała z tego płyta doprawdy rewelacyjna, mimo pozorów wymykająca się prostemu przypisaniu do nagrań jazz-rockowych. W warstwie dramaturgicznej – jeżeli można to tak określić – jest to oczywiście zderzenie tych dwóch stylistyk: rockowej, gdzie przede wszystkim słychać gitarę (Teemu Viinikainen), Fender Rhodesa (Tuomo Prättälä) i perkusję (Mika Kallio) oraz jazzowej, gdzie wybrzmiewa trąbka lidera kwintetu i bas (Antti Lötjönen). Ta konfrontacja nie jest jednak walką, a raczej uzupełnianiem się, choć nie do końca przenikaniem obu stylów. Rockowy idiom symbolizuje tu duch ojca, jazz jest wyrazem wolności, swobody ducha syna. Siedem długich nagrań – najkrótszy utwór ma prawie siedem minut – już samym czasem trwania, wyznacza styczny punkt jazzu i prog-rocka, a co za tym idzie także muzycznych wartości obu pokoleń. Ze spójnego i równego albumu wyróżnia się rockowe przełamanie opowieści prowadzonej jazzowo przez trąbkę w The Dragon of Kätkävaara, First Morning z kapitalnymi partiami Fendera i gitary oraz przede wszystkim Madness Subsides.  Ten niemal czternastominutowy utwór zaczyna się pinkfloydowskimi solówkami gitary wspomaganej Fenderem, która pomiędzy swojej popisy wpuszcza na długie, kapitalne, stricte jazzowe solo bas, komentowany pojedynczymi uderzeniami w talerze perkusji. Dopiero w dziewiątej minucie (!) najpierw nieśmiało, a potem już znacząco pojawia się trąbka, które przejmuje liderowanie już do samego finału. Nie wiem czy nietolerujący manipulowania przy swoich utworach Pekka Pohjola byłby z płyty syna zadowolony. Dla mnie Verneri stworzył coś naprawdę znaczącego, znakomitego, wielkiego.

Opublikowane w JazzPress 2017/6

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s