Adam Pierończyk, Miroslav Vitous „Ad-lib Orbits”

PAO Records, 2017

Płytowe spotkania, takie jak to Adama Pierończyka z Miroslavem Vitousem z roku 2015 nie zawsze znajdują swoją kontynuację. Zbyt wiele czynników musi zgrać się ze sobą, aby udało się zorganizować powtórkę. Decydującą kwestią jest na pewno porozumienie pomiędzy muzykami. W tym wypadku już na wspomnianych Wings dało się odczuć, że coś zaiskrzyło.

Co więcej, przełożyło się to na bardzo ciekawą i dobrą płytę. Szybko też pojawiła się zapowiedź kolejnych nagrań, jak się okazało wcale nie kurtuazyjna. Powszechnie uważa się drugi album za pewnego rodzaju test. Sprawdzenie czy udane, poprzednie wydawnictwo nie było jednak jednorazowym przebłyskiem. Miałem przyjemność pisać tekst o poprzednich nagraniach duetu i podobnie jak wtedy, teraz także nie zamierzam zbyt długo czekać z ujawnianiem swojej pozytywnej oceny.  Wings, pierwsze spotkanie obu Panów to była – jak to wtedy ująłem – „rozmowa prowadzona przez niewątpliwych erudytów”. Partnerów, którzy szanują się, ale dopiero się poznają. Na Ad-lib Orbits rozmawiają już ze sobą dwaj dobrzy przyjaciele, czujący się dużo swobodniej, niebojący się wtrącić żartu, dygresji. Rozluźnieni w domowej atmosferze, co nie do końca jest przenośnią, ponieważ nagrań – w formule live in studio – dokonano we własnym studiu Miroslava Vitousa.

Czternaście utworów to owoc wspólnej improwizacji, w przypadku dwóch autorstwo przypisano Adamowi Pierończykowi – Open Range i Miroslavovi Vitousowi – Flamenco Spell.  Większość z nagrań balansuje na granicy trzech minut, tylko w czterech przypadkach muzycy pokusili się o dłuższe wypowiedzi, za to dwa razy uraczyli słuchaczy krótkimi, niespełna dwuminutowyni miniaturkami: Two Clowns i Einstein – ten drugi utwór to jeden z najlepszych według mnie momentów tego albumu. Inne z moich ulubionych na Ad-lib Orbits, to najdłuższy na płycie, nastrojowy Cyprian: The Weightless Monk (notabene tytuły poszczególnych utworów to perełki same w sobie), Favourite Robots oraz The Moroccan Blue Note z Adamem Pierończykiem sięgającym po arabską zoucrę.

Swego czasu w naszym kraju furorę robiły podsłuchane, potajemnie nagrane i upublicznione prywatne rozmowy.  Pierończyk i Vitous nagrali się sami i sami ujawnili światu swoje konwersacje. Chwała im za to, bo takich pogaduszek można słuchać bez końca.

Opublikowane w JazzPress 06/2017

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s