Natalia Mateo „De Profundis”

ACT Music, 2017

Można? Można! Po tej płycie trudno już będzie się usprawiedliwiać polskim wokalistkom i wokalistom z uporczywego śpiewania po angielsku, ze szczególnym uwzględnieniem tych artystów, u których umiejętności lingwistyczne nie nadążają za muzycznymi. Okazuje się, że da się nagrać i wydać w dużej i renomowanej wytwórni, płytę z polskimi piosenkami śpiewanymi w języku oryginału.  A to jeszcze – w przypadku płyty Natalii Mateo – nie wszystko.

Kiedy przeczytałem listę utworów zawartych na De Profundis pomyślałem, że niezły tor przeszkód ułożyła sobie Pani Natalia i że chyba łatwiej byłyby jej powtórzyć skok Felixa Baumgartnera niż, kolokwialnie mówiąc, nie wyłożyć się na którejś z wybranych kompozycji. Żeby było jeszcze trudniej, do polskich klasyków z najwyższej półki, dodała sobie jeszcze I Will Always Love You. Zestaw ten uzupełniły trzy nagrania autorstwa (muzyka i słowa) samej Natalii Mateo oraz dwie kompozycje napisane wspólnie z gitarzystą zespołu Danym Ahmadem i pianistą Simonem Grote. Jak się jednak okazało, z postawionego sobie ambitnego zadania wokalistka i towarzyszący jej sextet wywiązali się znakomicie.

Od razu zaznaczę, że nie potknęli się ani razu, co sprawdziłem kilkanaście razy, słuchając płyty z rosnącą za każdym razem przyjemnością. Oczywiście jestem sobie w stanie wyobrazić, że komuś te interpretacje się nie spodobają. Trudno jednak odmówić artystom oryginalnych pomysłów i ciekawych rozwiązań. W wielkich przebojach Natalia Mateo nie sili się na kopiowanie i udawanie Whitney Houston czy Czesława Niemena, z lekkością, spokojem i pewnością siebie prezentując własne interpretacje ich monumentalnych dzieł.

Co znajdziemy wśród nich? Krótki, trwający zaledwie dwie i pół minuty Dziwny jest ten świat rozegrany w tercecie wokal, bas, saksofon (genialny Sebastian Gille, który potrafił wyróżnić się pośród równego, świetnego składu instrumentalistów). Bandoskę, która rozpoczyna płytę i jako pierwsza daje sygnał, że obok tych nagrań nie da się przejść obojętnie, a potem płynnie przechodzi w Eternity napisaną do poematu Williama Blake’a. Kołysankę Rosemary tak rzadko śpiewaną po polsku, ze wspaniałym, zawsze godnym przypomnienia tekstem Wojciecha Młynarskiego. Kończącą płytę Modlitwę François Villon Bułata Okudżawy, po której nie należy zbyt szybko wyłączać odtwarzacza, przeoczyć bowiem można zaśpiewane a capella niemieckojęzyczne zakończenie. Wreszcie wspomniany przebój autorstwa Dolly Parton w niesamowicie odważnej, nowoczesnej wersji. Świetna płyta i nieoczekiwany powiewy świeżości, który trzeba poczuć osobiście.

Opublikowane w JazzPress 2017/5

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s