LIVE: Kasia Pietrzko Trio

12on14 Jazz Club, Warszawa, 09.6.2017

Zapowiedziany koncert Kasia Pietrzko Trio skusił mnie od razu. Katarzynę Pietrzko ostatnimi czasy często komplementowano, zarówno przy okazji relacji koncertowych jak i w recenzjach płyt – jeszcze niefirmowanych własnym nazwiskiem – w których nagraniu brała udział. Nie można znaleźć lepszej okazji na wyrobienie sobie opinii niż spotkanie na żywo w rasowym jazzowym klubie, dlatego miejsce na widowni 12on14 zająłem, jako jeden z pierwszych.

foto: Kasia Stańczyk

Wieczór rozpoczął się wstępem perkusji – za bębnami zasiadł wyjątkowo Łukasz Żyta – zwiastującym kompozycję pianistki Intimacy. Już sam tytuł, ale także muzyczna treść tego utworu pokazały, że będziemy mieć do czynienia z bardzo osobistym spotkaniem. Drugi w kolejności Half a Year to znów osobista historia. Długa, emocjonująca, ze zmienną dramaturgią. Pierwszy set koncertu to przede wszystkim opowieści fortepianu. Jednak zdominowanie tej części przez liderkę tria zupełnie mi nie przeszkadzało, bowiem – jak się można było przekonać – ma o czym opowiadać, a przede wszystkim umie to robić.  Z pasją, energią, oddaniem, a przy tym z delikatnością i przejmującym niekiedy smutkiem. W oryginalnych kompozycjach daje się odczuć, że deklarowana osobista geneza powstania utworu nie jest kokieterią, grepsem na użytek publiczności.

To rzeczywiście są historie Kasi Pietrzko o niej samej i one najpełniej ujawniają potencjał i jakość propozycji Artystki. Co nie znaczy, że utwory innych muzyków wypadają słabo, choć Dolphin Dance Herbiego Hancocka i Peaceful Warrior Aaron Parksa trochę wyciszyły emocje. Z drugiej strony wykonanie kompozycji Parksa potwierdziło, że to ulubiony kompozytor pianistki, że go zna i znakomicie rozumie. Drugi set zaczął się od mocnego uderzenia. Zielone Oczy Grafitowe – kolejna kompozycja Pietrzko – spowodowały, że resztę koncertu spędziłem z (brzydko mówiąc) rozdziawioną gębą. Słuchając kolejno: Samba e Amor Chico Barque ze świetnymi solówkami basu – Szymon Frankowski – i perkusji oraz dwóch kolejnych utworów liderki tria: Passaic Avenue i Brown – ten z kolejnym znakomitym popisem kontrabasu. Na bis zabrzmiało The More I See You Harry’ego Warrena, które zagrane nieco przekornie, wbrew znanym interpretacjom, wypadło tego wieczora najpogodniej.  

Dużo działo się podczas tego koncertu. Tak dużo, że na ogół żal było przerywać ciąg opowieści oklaskami – tak jak to bywa na jazzowych koncertach – komplementującymi solówki instrumentalistów. Sala słuchała więc w skupieniu, uważnie, chłonąc płynące ze sceny historie. Myślę, że pozostali słuchacze, podobnie jak ja, z niecierpliwością odliczają czas do zapowiadanej na jesień debiutanckiej płyty tria.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s