LIVE: Gregory Porter

Klub Wytwórnia, Łódź, 19.4.2017

„Zjadłem dziś potrójny lunch i czuję się świetnie”, zażartował na początku koncertu Gregory Porter. Potem zabrał nas swoimi ścieżkami w podróż do Harlemu, prezentując podczas występu przekrojowy program zawierający piosenki z wszystkich czterech autorskich płyt.

foto: Gosia Wojna – gosiawojna.pl

Jednym z wielu pozytywów tego wieczoru był właśnie fakt, że Porter nie zamknął swojej prezentacji w ramach materiału z Take Me to The Alley, ale uradował widzów przebojami także z wcześniejszych albumów. Znam, lubię i często słucham płyt tego muzyka i nie spodziewałem się jakiś większych zaskoczeń i różnic w stosunku do studyjnych produkcji Artysty. Kiedy jednak zabrzmiały pierwsze wersy otwierającego koncert utworu Holding On okazało się, że koncertowe emocje nie będą miały sobie równych.

Co za głos! To niby oczywiste stwierdzenie w przypadku bohatera wieczoru, ale kto nie posłuchał Portera na żywo (na koncercie, a nie z płyty live) nic o nim nie wie. Trzeba zaznaczyć, że wokalista miał wsparcie w gronie znakomitych, wspomagających go instrumentalistów. On My Way To Harlem, Take Me To The Alley, Hey Laura, Liquid Spirit ubarwiły częste solówki saksofonisty Tivona Pennicota, oryginalne popisy pianisty Chipa Crawforda oraz hammondowe wstawki Ondre J’a. Papa Was a Rolling Stone poprzedziły i zakończyły długie solówki kontrabasisty Jahmala Nicholsa, który w trakcie drugiego sola płynnie przeszedł do Musical Genocide.

foto: Gosia Wojna – gosiawojna.pl

Consequence Of Love i Be Good przedzielił z kolei wokalny dialog a capella z publicznością, skwitowany stwierdzeniem Portera „wyszło całkiem nieźle”. Koncert podsumowały dwa bisy w tym zaśpiewany tylko z fortepianowym akompaniamentem No Love Dying. Muzycy żegnali się z publicznością schodząc po kolei ze sceny i zostawiając na końcu sekcję rytmiczną. Jahmal Nichols, na bisy uzbrojony w gitarę basową, wzbudził entuzjazm publiczności cytatem z beatlesowskiego Come Together, a dwugodzinny występ zamknął efektownym solem perkusista Emanuel Harrold.

Świetna muzyka i kapitalny show z „popową” niekiedy atmosferą, kołyszącą się i tańczącą w rytm żywszych piosenek publicznością, umiejącą jednak „jazzowo” zareagować na indywidualne popisy artystów. Wieczór w klasą.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s