Fred Hersch Trio „Sunday Night at the Vanguard”

Palmetto Records, 2016

Oblicza jazzu mogą być różne. Nastrój chwili powoduje, że można w równej mierze zachwycać się potęgą big bandu, cenić „ostrą frytę”, podążać za wyobraźnią improwizującego solo pianisty, znajdować ukojenie w spokojnych, nastrojowych balladach zaśpiewanych ciepłym, damskim głosem. Darząc szacunkiem powyższe możliwości, muszę jednak stwierdzić, że najwięcej radości z muzyki czerpię słuchając klasycznego, fortepianowego tria grającego klubowy koncert.

Dlatego z przyjemnością zanurzyłem z atmosferę występu tercetu Freda Herscha, zarejestrowanego niespełna roku temu w miejscu nazywanym „Carnegie Hall jazzu”, czyli nowojorskim klubie Village Vanguard, uwiecznionym już w tytułach wielu (bardzo często wybitnych) nagrań, realizowanych właśnie przy Siódmej Alei w Wielkim Jabłku.

Dla Freda Herscha to już czwarta płyta koncertowa nagrana w Village Vanguard i druga z tym składem tria (John Herbert na basie i Eric McPherson na bębnach), który sam muzyk uważa za najbardziej udany spośród swoich kameralnych zespołów. Decyzja o rejestracji trzydniowej rezydencji zapadła ponoć w ostatniej chwili, ku późniejszemu zadowoleniu samego zespołu, fanów, krytyków oraz członków Recording Academy, którzy uhonorowali album dwoma nominacjami do tegorocznych nagród Grammy, między innymi za najlepszy jazzowy album instrumentalny. Równe sześćdziesiąt osiem minut to pełen pierwszy i dwa utwory z drugiego niedzielnego setu. Połowę z dziesięciu nagrań stanowią oryginale kompozycje lidera (w tym tradycyjnie grana solo na bis Valentine) , drugie pięćdziesiąt procent to utwory: Richarda Rogersa (niezbyt często grywany A Cockeyed Optimist), Paula McCartneya (nagrany niegdyś przez Herscha na duetowej płycie z Janis Siegel For No One), Kenny’ego Wheelera (Everybody’s Song But My Own, zagrany jako hołd dla zmarłego w 2014 roku trębacza), Jimmiego Rowlesa (The Peacocks – tu pozwolę sobie na osobisty wtręt – jedna z najpiękniejszych według mnie jazzowych ballad, także jedna z ulubionych Herscha, posiadającego oryginalny zapis nutowy tego utworu, sygnowany przez jego autora) i Theloniousa Monka (We See, który całkiem słusznie otrzymał nominację Grammy za najlepsze instrumentalne solo, a co ciekawe, nigdy wcześniej przez pianistę nie był zarejestrowany).

Hersch uwielbia nagrania „live” – zarówno jako słuchacz jak i jako wykonawca. Omawianą tu płytę uznaje za swoje najlepsze koncertowe nagrania w bogatej dyskografii. Trudno się z tym odczuciem nie zgodzić. Nie ma więc co gadać (pisać), trzeba po prostu tego posłuchać, bo Sunday Night at the Vanguard to jest właśnie jazz.

JazzPress 2017/03

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s