LIVE Ron Carter and Richard Galliano

Wrocław, Narodowe Forum Muzyki, 16.3.2017

„Minęło ponad ćwierć wieku, a my nie zmieniliśmy się wcale”. Tak podobno Richard Galliano powitał Rona Cartera przed koncertem, który w 2016 roku inaugurował wznowienie ich współpracy. Wydana w roku 1990 płyta Panamanhattan z zapisem paryskiego występu obu muzyków zajmuje poczesne miejsce na półkach wszystkich melomanów – także na mojej – lubiących jazz zmieszany z klimatem francuskiego musette.

Przyznam się szczerze, iż nie liczyłem na to, że kiedykolwiek uda mi się posłuchać tego duetu na żywo. Tymczasem ubiegłoroczne spotkanie zaowocowało nowym albumem oraz trasą koncertową w piętnastu europejskich miastach, wśród których znalazł się Wrocław i sala Narodowego Forum Muzyki.

Czy rzeczywiście nie zaszły żadne zmiany? Niezupełnie. Po pierwsze Panowie przenieśli się z sal klubowych do filharmonicznych. Po drugie zbliżająca się 80 rocznica urodzin Rona Cartera daje się odczuć. Muzycy potrzebowali trochę czasu żeby się „rozkręcić”. Początek koncertu był niestety nieco sztywny. Zaczęła się we mnie nawet tlić obawa, że tylko sentyment pozwoli mi wytrwać do końca. Czy w związku z tym warto było w ogóle przychodzić? Zdecydowanie tak. Zagrane solo przez Richarda Galliano, w połowie pierwszej części koncertu, połączone Aria i Libertango przełamały lekką niemoc i wzbudziły entuzjazm na widowni. W ogóle tematy autorstwa francuskiego wirtuoza były cieplej przyjmowane i lepiej sprawdzały się podczas koncertu. Chwała obu muzykom, że nie ogrywają repertuaru z poprzedniej płyty i że przygotowali  – to kolejna zmiana – całkiem nowy program.

Jednak w przypadku kompozycji wybranych przez Rona Cartera selekcja ta zdaje się nie w pełni udana. Pierwszy set zakończył standard My Funny Valentine, którego nie znajdziemy na żadnej z płyt z duetu i do wykonania którego, Richard Galliano zmienił swoją Victorię (marka akordeonu, na którym gra R.G. – przyp.red.) na akordinę. To był chwila, zmieniająca postrzeganie całego występu. Już choćby tylko te kilku minut z kompozycją spółki Rodgers-Hart czyniło ów wieczór wartościowym. Na przerwę widownia udała się więc, w oczekiwaniu na kolejne emocje. Tych zaś nie zabrakło. Gallianowska Billie, ale przede wszystkim zagrany przez Rona Cartera solo You Are My Sunshine, najbardziej zapadły w pamięć zgormadzonej publiczności. Na bazie popularnego tematu country wybitny basista stworzył genialną prezentację możliwości instrumentu i kreatywności wykonawcy. Udane, nastrojowe spotkanie podsumowały swingujący bis i długa owacja na stojąco.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s