Chris Thile & Brad Mehldau „Chris Thile & Brad Mehldau”

Nonesuch Records, 2017

Nie obiecywałem sobie zbyt wiele po tej płycie. Sądziłem, że będą to nagrania skrojone przede wszystkim pod Chrisa Thile’a. Wiele czynników to sugerowało. Kilkuletnia współpraca obu muzyków, koncertowo ograniczała się do Stanów Zjednoczonych, gdzie Thile ma status gwiazdy: czterokrotny laureat Grammy, stypendysta MacArthura, wirtuoz mandoliny, odnoszący sukcesy z triem Nickel Creek i bluegrassowym kwintetem Punch Brothers, nagrywający z wiolonczelistą Edgarem Meyerem (

Ma na swoim koncie solowa płytę z sonatami i partitami Bacha, w kwietniu ukażą się jego nagrania bachowskich tercetów ze wspomnianym Edgarem Meyerem i Yo-Yo Mą. Atencja dla Bacha (Mehldau również koncertuje od pewnego czasu z bachowskim projektem) oraz łatwość w angażowaniu się w przełamujące gatunkowe bariery projekty musiały wreszcie zaowocować współpracą obu muzyków. Sprawie nie zaszkodziło także to, że obaj wydają swoje płyty w tej samej wytwórni. Pierwszy raz zagrali wspólnie w roku 2011 podczas londyńskiej rezydencji Mehldaua w Wigmore Hall. Od 2013 roku koncertowali, jako duet. Z końcem 2015 roku weszli do studia i zarejestrowali płytę, która ukazała się pod koniec stycznia tego roku.

Mając to wszystko na uwadze nie spieszyłem się zbytnio z poznawaniem tego, co Thile i Mehldau nagrali. Wreszcie znalazła się jednak okazja, czas i nastrój by album spokojnie przesłuchać. Obawy okazały się płonne. Owszem Chris Thile jest wymieniony w tym duecie na pierwszym miejscu, a w większości utworów śpiewa. Pomimo to jest to zdecydowanie płyta duetu, a nie wokalisty z fortepianowym akompaniamentem. Docenienie wydawnictwa wymaga także spojrzenia na jego zawartość z perspektywy Ameryki, bo jednak pod kątem tego rynku przygotowywano nagrania. Pięć utworów to dzieła znaczących w USA artystów: Boba Dylana, Joni Mitchell, punk-folkowego (jak często o nim pisano) Elliota Smitha, country-folkowej pary Dave Rawlings / Gillian Welch. Winylowa edycja zawiera dodatkowo nagranie autorstwa wszechstronnej, acz kojarzonej przede wszystkim z rockiem i popem Fiony Apple. Panowie napisali ponadto jeden utwór wspólnie oraz przynieśli do studia nagraniowego po dwie własne kompozycje. Całość uzupełnia popularna celtycka ballada Tabhair dom do Lámh, (co przetłumaczyć można, jako Podaj mi swą dłoń), żyjącego na przełomie 16 i 17 stulecia barda Ruaidhríego Dall Ó Catháina.  

Wydawnictwo nie spodoba się zapewne tym, którzy oczekiwali płyty raczej jazzowej. Także głos Chrisa Thile’a – zwłaszcza, gdy śpiewa falsetem – choć można go uznać za oryginalny, z drugiej strony może drażnić.  Nie namawiam, więc do bezkrytycznego zachwytu, ale moim zdaniem to ciekawa i dobra płyta. Dużo w niej wbrew pozorom muzyki instrumentalnej. Cztery utwory to popis wyłącznie mandoliny i fortepianu. Nagrania z wokalem, są w większości długie, nawet bardzo długie, dzięki czemu jest tam także miejsce właśnie dla obu instrumentów. Najlepszym przykładem jest trwający prawie dziewięć minut Daughter of Eve, chyba najlepszy spośród wszystkich, gdzie – poza jednym dynamiczniejszym fragmentem – Thile tylko delikatnie zaznacza swoją wokalną obecność. Zresztą często potrafi on ograniczyć swoje śpiewacze zapędy (dzięki Ci Panie, za artystów rozumiejących znaczenie powściągliwości) tak bardzo jak to tylko możliwe.

Dobrze czasem nie oczekiwać zbyt wiele, bo wtedy łatwiej o przyjemną niespodziankę. Spodobała mi się ta płyta i będę do niej wracał.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s