Wolfgang Muthspiel „Rising Grace”

ECM, 2016

Niezwykłym poważaniem w jazzowym świecie musi cieszyć się Wolfgang Muthspiel skoro udało mu się zaprosić do swojego najnowszego projektu, jako sidemanów, takiego kalibru muzyków. W dodatku wszystkich spoza stajni ECM, choć mających z tym Wydawcą pewne, na ogół gościnne, związki.

Oczywiście trzeba pamiętać, że sekcja w składzie Grenadier – Blade, nagrała już z austriackim gitarzystą jeden album dla monachijskiej wytwórni (Driftwood z roku 2014), a z każdym z tych dwóch instrumentalistów Muthspiel miał okazję dodatkowo współpracować także przy innych projektach. Do tej sesji nagraniowej zaproszono teraz jeszcze dwóch muzyków – Akinmusire’a i Mehldaua – rozszerzając zespół do kwintetu. Artyści zarejestrowali dziewięć kompozycji lidera – w tym hołd dla zmarłego niedawno Kenny’ego Wheelera Den Wheeler, Den Kenny, utwór, który odnosi się do nagranego przez trębacza w latach 70-tych albumu Gnu High, przy którym Wheeler pracował z  Keithem Jarrettem, Davem Hollandem i Jackiem DeJohnette. Listę nagrań uzupełnia Wolfgang’s Waltz  autorstwa Mehldaua. Ten zbiór dał w efekcie płytę w większości spokojną, melodyjną z łatwo wpadającymi w ucho tematami – jak choćby tytułowy Rising Grace, z chwytliwym solem trąbki. Zresztą Akinmusire generalnie odsłania w większości utworów przede wszystkim liryczną część swej muzycznej duszy, a sam Muthspiel pogłębia ów nastrój używając w połowie nagrań gitary klasycznej.  Jak wspomina  pochodzący ze Styrii muzyk, sesja nagraniowa miała miejsce niedługo po urodzeniu mu się córki, co silnie – właśnie w stronę nastrojowych klimatów– ukierunkowało jego kompozytorskie i wykonawcze nastroje. Choć mnie osobiście wrodzona przekora każe podejrzewać, że pierworodna Muthspielówna tak dała się ojcu we znaki w pierwszych miesiącach życia, że na coś dynamiczniejszego zwyczajnie nie miał już siły. Z oceną tego wydawnictwa mam pewien zgryz,  problem,  którym zmuszony jestem się podzielić, choć mówię o tym z ociąganiem i niechęcią. Otóż czasem przy słuchaniu płyty – nawet ciekawej i dobrze odebranej – powstaje we mnie odczucie, przed którym się bronię, a nawet, z którym czuję się lekko nieswojo. Myśl, która jednak uporczywie powraca i nie daje spokoju. Tak jest też w przypadku Rising Grace, gdzie nieuchronnie pojawia się pytanie czy grzybków w barszczu nie było tym razem za dużo, a w tym wypadku raczej czy do czterech wyjątkowych grzybków koniecznie trzeba było jeszcze serwować barszcz i czy ten zespół nie zabrzmiałby lepiej w kwartecie, bez gitary. Bo trzeba przyznać, że najlepiej wypadają na płycie właśnie te fragmenty gdzie gitary nie ma, albo, gdzie pozostaje ona gdzieś głęboko w tle. Zwracają za to uwagę solo basu w Father And Sun, kapitalna gra Mehldaua w Intensive Care, którą wywraca do góry nogami nastrój utworu, wspólna gra fortepianu i trąbki w tym samym utworze czy wreszcie dwie minuty ze środka Superonny, który zaczyna się już dość ciekawie, przeradzając się w kapitalną rozgrywkę w trójkącie Akinmusire-Mehldau-Blade we wspomnianym wcześniej fragmencie.

Warto jednak tej płyty posłuchać, nie tylko dla wyłapania tych smaczków, ale także dlatego, że na pewno dostarczy odbiorcy – jako całość – dobrej rozrywki.

Jazzpress 01/2017

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s