LIVE: Jazz Jantar 2017 – Vijay Iyer i Wadada Leo Smith

Klub Żak, Gdańsk, 07.1.2017

Inauguracyjny koncert tegorocznej edycji Festiwalu Jazz Jantar powodował dreszczyk emocji już od chwili ogłoszenia. Duet Vijay Iyer / Wadada Leo Smith powitano i oceniono entuzjastycznie już przy okazji niedawnej, pierwszej wizyty w Polsce. Wszyscy, którzy na owo wydarzenie wówczas nie dotarli, szybko otrzymali od losu – uosabianego przez gdański Klub Żak – drugą szansę.   

fot. Paweł Wyszomirski / http://www.testigo.pl

Dla znających ubiegłoroczną płytę obu Panów, A Cosmic Rythm With Each Stroke, koncert nie stanowił wielkiego zaskoczenia. Materiał z albumu stanowił bowiem podstawę programu występu. Oczywiście muzycy nie ograniczyli się do odegrania zarejestrowanych dla ECM-u utworów. Kompozycje stanowiły bazę do improwizacji, do wyeksponowania emocji danej chwili. Vijay Iyer uzbrojony, poza Steinwayem i używanym niezwykle oszczędnie Fenderem, także w laptopa, pozostawał przez większość czasu w tle, tylko niekiedy wysuwając się na pierwszy plan nieco dłuższą improwizacją czy też wdając się w muzyczną rozmowę ze swoim mentorem. Bo to właśnie Wadada Leo Smith wystąpił w roli głównej. Jego trąbka krzyczała, płakała, żaliła się ochrypłym głosem. To on był tym, na którym skupiała się uwaga i który zaczarował widownię. Rangę, znaczenie i przede wszystkim wartość tego typu wydarzenia da się łatwo wyczuć właśnie dzięki atmosferze na sali. Ta zaś był szczególna. Nieczęsto zdarza się na jazzowym koncercie tak wielkie skupienie. Przez godzinę z niewielkim okładem nie słychać było – poza muzyką – żadnych dźwięków. Nikt nie wyrywał się do oklasków po solowych fragmentach, nie zdarzyło się nawet kaszlnięcie czy chrząknięcie. Choć powietrze wokół buzowało od emocji i nastrojów zmieniających się wraz ze świetlną oprawą koncertu: od ni to tajemniczej, ni niepokojącej, kosmicznej niebieskiej głębi, po ognistą czerwono-złotą poświatę dzikich improwizacji. Dopiero na koniec, gdy po kilku sekundach stało się jasne, że wybrzmiał ostatni dźwięk, wybuchły entuzjastyczne owacje, skwitowane jednym krótkim bisem.

Na koniec wyjaśnijmy kwestię owego niespodziewanego gościa, który pojawił się na krótko, zaledwie przemknął, przez wielu być może niezauważony. W jednym z utworów w tle przewijało się przemówienie Malcolma X, które gdy muzyka na chwilę ucichła, swoim zakończeniem puentowało tą część występu Artystów. Nawiązania do działań Malcolma X można bez trudu znaleźć w artystycznej i publicystycznej aktywności obu muzyków. Tajemnicą pozostaje dla mnie włączenie jego tez do suity inspirowanej twórczością Nasreen Mohamedi. Czy za decyzją tą stała niedawna zmiana politycznego krajobrazu Ameryki? Czy też należałoby doszukiwać się jakiś głębszych intencji? W moim przekonaniu zamysł ów – jakikolwiek by nie był – był zbyt trudny do odczytania i zrozumienia, zwłaszcza poza Stanami Zjednoczonymi. Być może muzykom chodziło właśnie o to by skłonić słuchaczy do zainteresowania się, kogo słuchaliśmy, co miał do powiedzenia i zastanowienia, dlaczego jego przemowa wpleciona została w artystyczne działania. To jednak tylko drobna uwaga na marginesie, ciekawostka, która w żaden sposób nie przeszkadzała w odbiorze i ocenie spektaklu. Znakomitego, poruszającego i trzymającego w napięciu. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s