Brad Mehldau Trio „Blues and Ballads”

Nonesuch, 2016

Kiedy czeka się na nową płytę ulubionego artysty ma się oczekiwania rosnące proporcjonalnie do przybliżającej się daty premiery. Potem bywa różnie. Czasem rozbudzone nadzieje powodują mniej lub bardziej gwałtowne rozczarowania. Kiedy pierwszy raz włączyłem Blues and Ballads to okazało się, że jest to dokładnie to czego się spodziewałem.

Ni mniej, ni więcej. Brak tego „więcej” spowodował początkowo lekki niedosyt. Chwila uspokojenia, wyciszenia emocji (czy da się wyciszyć emocje kiedy ma się do czynienia z ledwie odpakowaną nowością swojego faworyta ?) i przesłuchałem nagrania jeszcze raz. Potem po raz  trzeci i kolejne razy …

Wtrącę tu kilka zdań o detalach natury techniczno-organizacyjnej. Blues and Ballads to pokłosie dwóch sesji nagraniowych: z grudnia 2012 i maja 2014 roku. Trio sięgnęło wyłącznie po cudze kompozycje, a wśród autorów znajdziemy: Charliego Parkera, Cole Portera, Buddy’ego Johnsona, spółkę Strachey i Marvell, Jona Briona (który jest nie tylko kompozytorem, a z Mehldauem współpracował wcześniej produkując i miksując jego Largo z roku 2002) oraz dwukrotnie Paula McCartneya: indywidualnie oraz w duecie z Johnem Lennonem.

Wydawnictwo rozpoczyna się od SInce I Fell For You, okraszonego podobnie jak These Foolish Things (Remind Me of You), długimi solem fortepianu. I Concentrate on You zaskakuje początkiem w rytmie samby. Little Person wspomnianego wcześniej Jona Briona, to miniaturka, najkrótszy utwór na płycie, niespełna czterominutowy, wobec trwających po sześć, siedem, czy nawet jedenaście minut pozostałych nagrań. Miniaturką z piękną solowa linią basu. Często miałem wrażenie, że ta płyta jest bardziej „blues” niż „ballads” chociaż tak naprawdę jest tam tylko jeden oryginalny blues – parkerowski Cheryl, z dłuższą solówką Larrye’go Grenadiera – na początku –  i Jeffa Ballarda –  na końcu nagrania. And I Love Her , który zachwycał na solowej płycie pianisty, tu został zaprezentowany w zupełnie innym ujęciu, „rozpędzający się” w końcówce, a potem gwałtownie cichnący na ostatnie sekundy. Wreszcie My Valentine skomponowany przez McCartneya na jego płytę z Dianą Krall wydaną w roku 2012 i nagrany przez trio tuż po oficjalnej premierze nagrania. Utwór od początku oceniany przez krytykę na mający zadatki na bycie klasykiem. Teraz można śmiało stwierdzić, że standardem się stał.  To najbardziej zapadająca w pamięć interpretacja na Blues and Ballads, z jeszcze jednym solowym fragmentem fortepianowym. Fragmentem ukazującym cały geniusz Mehldaua. Już tylko dla samego My Valentine warto mieć tą płytę.

Pamiętam do dziś podsumowanie pewnego koncertu w Polsce wygłoszone ze sceny  przez Brada Mehldau’a: „Zagraliśmy kilka moich utworów i kilka utworów innych ludzi. I to tyle”. Taka jest właśnie najnowsza płyta tego tercetu. Kilka utworów „innych ludzi” zagranych na luzie dla niewątpliwego ukontentowania odbiorcy, a sądzę , że satysfakcjonujących także samych Artystów. Ja sam dochodzę ostatecznie do wniosku, że to „dokładnie to czego się spodziewałem” jest rzeczą całkowicie mi wystarczającą. Blues and Ballads to piękna płyta, której będę słuchał i do której będę wielokrotnie wracał z przyjemnością.  

opublikowane w numerze 7/2016 magazynu JazzPress

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s