LIVE: Wien Jazz Fest: Scofield, Mehldau, Guiliana

Wiedeńska Opera Państwowa, Wiedeń, Austria, 05.7.2016

Nie wszystkie interesujące jazzowe projekty prezentowane są w koncertowych odsłonach w Polsce. Często trzeba więc nieco wysilić się i odbyć podróż, aby dotrzeć i zapoznać z ciekawie  zapowiadającymi się wydarzeniami. Tak też było w tym wypadku. Koncert gwiazdorskiego tria w składzie John Scofield, Brad Mehldau i Mark Guiliana nie zawitał do naszego kraju, ale zaprezentowały został między innymi w Wiedniu na tamtejszym Wien Jazz Fest.

foto: http://www.jazzfotos-brunner.at

Mehldau i Giuliana w latach 2012-13 zagrali razem wiele koncertów, a w kolejnym roku wydali studyjna płytę. Musze przyznać, że przyjętą przeze mnie z dużym rozczarowaniem (choć w wersji live ten duet wydał mi się interesujący). W roku bieżącym dołączył do nich John Scofield i tak narodziła się Scomehliana. Odkąd przeczytałem informację o planowanych koncertach tego tercetu nurtowała mnie myśl co wykiełkuje z tej współpracy. Pierwsze recenzje z nowojorskiego debiutu nie było przesadnie entuzjastyczne co potęgowało nerwowe oczekiwanie. Wreszcie nadszedł dzień skonfrontowania się z rzeczywistością. Mehliana zmieniła się zdecydowanie. Po pierwsze za sprawą gitary– tego można było się spodziewać. Na szczęście Scomehliana nie okazała się zakamuflowanym wcieleniem John Scofield Trio, choć gdzieniegdzie można było doszukać się klimatów scofieldowego „Überjam”  

Muzykom udało się wyważyć proporcje wkładu i muzycznej obecności na scenie. Gitara nie zdominowała zespołu. Pojawiły się jednak bardziej „przebojowe” utwory – notabene wszystkie z nich to kompozycje Johna Scofielda, który wraz z Bradem Mehldauem niemal po równo podzielili się autorstwem programu. Mehliana zmieniła się także z tego powodu, ze na scenie pojawił się fortepian. Od razu zaznaczę, że kiedy Brad Mehldau zasiadał do Boesendorfera to w moim odczuciu trio brzmiało wtedy najlepiej. Mehldau ma duszę romantyka i kiedy gra na instrumencie akustycznym to muzyka płynie „ z serca”. Kiedy używa elektroniki to jest to oczywiście fascynujące, intrygujące, bardzo dobre, ale  z drugiej strony chyba zbyt „rozumowe”, wystudiowane.

Zestaw fortepian-gitara-perkusja wywoływał zaś dreszcz ekscytacji, a  bardzo dobrze zabrzmiały także dwa dłuższe fragmenty zagrane w duecie Scofield-Mehldau. Indywidualne popisy zdominowali właśnie ci dwaj muzycy. Przy solówkach Mehldaua, John Scofield „przesiadał się” do umieszczonej na statywie gitary basowej, której używał w sposób stateczny i powściągliwy. Mark Guiliana zagrał solo tylko raz, w ostatnim utworze koncertu, jedynym swojego autorstwa i była to prezentacja nieco zbyt efekciarska, choć muszę przyznać, że z inteligentnym wykorzystaniem elektronicznego perkusyjnego gadżetu. Słychać, że to trio jeszcze się „dociera”, zgrywa, ale już teraz muzycy prezentują nam propozycję niezwykłą, wartą zainteresowania, która jak mam nadzieję, będzie się rozwijać i doczeka się płytowej rejestracji. Dwie godziny koncertu (w tym jeden bis) zupełnie mi się nie dłużyły.

P.S – Ta koncertowa „wycieczka” udała się dzięki życzliwej pomocy i wsparciu Pani Andrei Brzozy z Austriackiego Forum Kultury w Warszawie, za co pragnę jej serdecznie podziękować.  

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s