Karl Ove Knausgard „Moja walka. Powieść. 4”

Wydawnictwo Literackie, 2016

Czwarta książka opisująca zapasy z życiem skandynawskiego pisarza trafiła właśnie do księgarń. Przebrnąwszy w poprzednim tomie przez dzieciństwo Knausgarda docieramy do okresu dojrzewania, czasu nauki w klasie maturalnej i pierwszej pracy. To zapis prawie dwóch lat życia, lat w których z pozoru nic znaczącego się nie dzieje. Ot dwadzieścia cztery miesiące beztroskiej egzystencji. Beztroskiej na tyle, że często zaczynamy – nawet mając na uwadze wiek bohatera – patrzeć na młodego Knausgarda z coraz bardziej narastającą irytacją i zniecierpliwieniem. Trudno bowiem norweskiemu autorowi zarzucić chęć wygładzania swojego życiorysu.

Podobnie jak w poprzednich tomach bezkompromisowo, choć też z lekka autoironicznie,  serwuje on nam swój portret, pełen niepewności siebie  przykrytej wystudiowaną pozą i aroganckimi zachowaniami.  Ciekawa jest dwoistość charakteru Knausgarda-osiemnastolatka. Z jednej strony mocno wkracza w dorosłość, zaczynając bardzo odpowiedzialną pracę nauczyciela, gdzie radzi sobie zdumiewająco dobrze. Ma też jasno wytyczony cel – zostania pisarzem, do którego wytrwale dąży. Z drugiej strony jest młodzieńczo nieodpowiedzialny, a jego życie kręci się wokół upijania się i prób seksualnej inicjacji. „Koniec końców, chodziło mi wyłącznie o jedno. Chciałem przespać się z jakąś dziewczyną”. Tak podsumowuje ten okres swojego życia sam autor.

Pozwolę sobie tu na wtręt osobisty. Dla osób, które jak ja są rówieśnikami autora i które dorastały  w późno-peerelowskiej rzeczywistości, ten tom ma dodatkowy walor. Możemy zobaczyć jak wyglądało życie norweskiego nastolatka, porównać  artystyczne fascynacje. Muzyczne przeboje tamtych lat docierały i do Polski, ale niektóre z wymienionych w książce powieści, ukazują się  w naszym kraju dopiero teraz. Zazdrość budzą wyprawy na koncerty i festiwale – dla nas wizyta jakiejkolwiek gwiazdy była świętem.  Ciekawi posiadanie jasnych, choć  czasem nieco naiwnie uzasadnionych, politycznych poglądów, przez osobnika skupionego na „wódzie i dupach”. Szokujące jest zatrudnienie się w charakterze nauczyciela przez lekko „postrzelonego” chłopaka – jakoś nie widzę siebie tuż po maturze, czy też któregokolwiek z moich ówczesnych kolegów (sorry chłopaki), w roli uczącego pierwszoklasistów w nawet najbardziej prowincjonalnej szkole.

Czwarta część literackiej walki Knausgarda jest wyjątkowo „lekka” , czasem wręcz zabawna. Jednak co najważniejsze czytelnik, który przebrnął już – sumując cztery wydane tomy – przez dotychczasowe 2500 stron, nadal nie ma dość. Ja już niecierpliwie czekam na kolejne dwie rundy.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s