Adam Pierończyk, Miroslav Vitous „Wings”

For Tune, 2015

Końcówka roku 2015 obrodziła w interesujące i bardzo dobre nagrania polskiego jazzu. Zdradzę się od razu ze swoją oceną omawianej płyty, a po powyższym wstępie nie będzie chyba dla nikogo zaskoczeniem, że będzie to nota wysoka, a nawet bardzo wysoka. Dwaj wybitni muzycy: Vitous – żywa legenda światowego jazzu i  Pierończyk – który zaskakuje różnorodnością nagrywanych płyt i budzi podziw regularnością ich wysokiego poziomu. 

Ich sylwetek nie trzeba raczej słuchaczom przybliżać. Przyznam się, że bałem się trochę co wyniknie z tej współpracy. Adam Pierończyk wskazuje że pomysł nagrania duetów z Miroslavem Vitousem, narodził się po solowym koncert tego znakomitego muzyka w Sopocie. Ja akurat miałem dość mieszane uczucia po wysłuchaniu (innego) solowego recitalu czeskiego basisty. Żeby jednak sprawiedliwości stało się zadość to słuchanie Vitousa w duecie (nie z Pierończykiem) było już niewątpliwą przyjemnością. Wings już od samego początku potwierdziła moje odczucia. Ta płyta jest kwintesencją – przepraszam za wyświechtane określenie –  jazzowej konwersacji. Duet może być walką, przekomarzaniem się, konkursem popisów. Tu zdecydowanie mamy do czynienia z rozmową, dodam że prowadzona przez niewątpliwych erudytów.  Siedem kompozycji Adama Pierończyka, jedna Miroslava Vitousa i dwa utwory wspólne, na gorąco zaimprowizowane podczas sesji nagraniowej, 55 minut JAZZU.

Mógłbym przejść teraz do zachwytów nad siłą więzi między muzykami, jakością kompozycji i głębią interpretacji. Tak jednak się nie stanie. Odeślę Państwa po prostu do zapoznania się z muzyką. Ona „obroni się” sama. Zachęcam także – przed lub po odsłuchaniu płyty – do przeczytania rozmowy z Adamem Pierończykiem z marcowego numeru JazzPressu (03/2016 http://www.jazzpress.pl), gdzie muzyk sporo o tych nagraniach powiedział (kapitalna jest geneza tytułu I’m flying ! I’m flying !).  A gdy już zaczniecie Państwo słuchać i zabrzmią pierwsze dźwięki Enzo and the blue mermaid, zanurzcie się głęboko w otchłań tej muzyki niczym w ocean, może uda Wam się dostrzec ową mityczną  błękitną syrenę ….

Recenzja ukazała się w numerze 5/2016 magazynu JazzPress

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s