Per Oddvar Johansen „Let’s Dance”

Edition Records 2016

Nazwisko i osoba Pera Oddvara Johansena mogą wydać się co poniektórym  słuchaczom mało znane. Let’s Dance to pierwsza płyta, którą nagrał jako lider.  Jest jednak muzykiem bardzo doświadczonym, rzec by można  sesyjnym weteranem. Brał udział w nagraniu ponad 80 płyt dla ECM-u, ACT-u, Universalu. Współpracował z takimi artystami jak Trygve Seim, Christian Wallumrød, Solveig Slettahjell czy wreszcie Adam Bałdych.

Tak, to nie pomyłka, bowiem Johansen to członek Helge Lien Trio, z którym nasz znakomity skrzypek nagrał swą ostatnią płytę. Helge Lien – pianista i lider tercetu wspiera kolegę w jego debiucie, a skład uzupełnia saksofonista Torben Snekkestad. Sam Per Oddvar Johansen nie ogranicza się do swego koronnego instrumentu grając także m.in. na wibrafonie, gitarach i skrzypcach. Dwa utwory muzycy napisali wspólnie, pozostałe siedem jest autorstwa Johansena.

ECM-owska przeszłość lidera daje na tej płycie znać o sobie. Granie pauzą, celebrowanie ciszy na równi z dźwiękiem, to wszystko znajdziemy na Let’s Dance.  Dwa pierwsze utwory sugerują jednak bardzo mainstreamową, melodyjną  płytę. Tytułowe nagranie to piękna ballada, nieco żywszy jest, drugi w kolejności „No.7”. Jednak już następny utwór „Forest Flower”, podobnie jak późniejszy „Impromptro”, są stylistycznym zwrotem o 180 stopni. Dają o sobie znać awangardowe korzenie Torbena Snekkestada, bowiem to jego instrumenty grają główną role w tych krótkich improwizacjach. Nie jest to jednak free-jazz ekspresyjny. Czasem słyszymy tylko wdmuchiwane w instrument powietrze, czasem jedynie stukający mechanizm klap saksofonu. Helge Lien wydobywa zaś dźwięki bezpośrednio z fortepianowych strun. Te dwa przerywniki wmieszane są pomiędzy kolejne nastrojowe utwory. Najdłuższy na płycie – „Flying”  – ze skrzypcowym solo Johansena, skłonił mnie do ponownego sięgnięcia do opisu i sprawdzenia, czy wśród wykonawców nie zabłąkał się przypadkiem wspomniany już Adam Bałdych. Z kolei folkowy „Uluru (for Anette)” spowodował, że musiałem sprawdzić, czy nadal w odtwarzaczu pozostaje ta sama  płyta. Ten zagrany na akustycznej gitarze utwór, jest dla mnie zagadką. Chyba tylko domniemane okoliczności związane z zawartą w tytule dedykacją, usprawiedliwiać mogą umieszczenie go na płycie. Poza tym dostaliśmy bardzo ciekawą propozycję. Nagrania ze spokojną , czasem wręcz leniwą narracją, balansujące między stylistyką  mainstreamową i brzmieniami „monachijskimi”, urozmaicone dwiema wycieczkami w  dość przystępną  awangardę.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s