ROZMOWA: Per Oddvar Johanssen

Per Oddvar Johansen – norweski perkusista, współpracujący z wieloma muzykami na rodzimej i światowej scenie jazzowej. Dla ECM-u, ACT-u, Universalu nagrał ponad 80 płyt jako sideman, z takimi artystami jak Trygve Seim, Christian Wallumrød, Jacob Young, Solveig Slettahjell, Helge Lien, Adam Bałdych.

Rozmowa przeprowadzona w marcu 2016 z okazji premiery autorskiej płyty muzyka.

  • Twoja kariera rozpoczęła się od grania rocka. Jakie były Twoje ówczesne muzyczne fascynacje ?
  • Per Oddvar Johansen (POJ): Słuchałem wtedy wielu różnych wykonawców. Jeżeli możemy mówić o wpływie na moją osobę to muszę tu wymienić (z tym że kolejność będzie dość przypadkowa):  Rush, King Crimson, Genesis, Van Der Graaf Generators, Petera Gabriela, Johna Lennona i Yoko Ono, Led Zeppelin, AC/DC, Ozzy’ego Osbourne’a i Black Sabbath , a także Johnny’ego Casha, The Beatles, Santanę, Pata Traversa . Było jeszcze wielu innych, których słuchałem w radiu. 
  • Co spowodowało, że skierowałeś się w stronę jazzu ?
  • POJ: Po pierwsze chciałem być lepszym muzykiem. Słuchałem dużo rocka progresywnego, jazz-rocka. Mogę tu wymienić Pierre Moerlens Gong, Allana Holdswortha, Milesa Davisa z okresu  Bitches Brew i Water Babies, oczywiście Weather Report i Billy’ego Cobhama. Potem zrodziła się możliwość nauki w Konserwatorium w Trondheim i jazz pojawił się wtedy jako element programu nauczania. Zacząłem coraz mocniej wnikać z twórczość moich faworytów: akustyczne nagrania Milesa, Coltrane’a, ECM-owskie płyty Garbarka i tria Keitha Jarretta. Tak więc na moje ukierunkowanie na jazz złożyło się dużo czynników.
  • Let’s dance jest promowane jako twój debiut w roli lidera. Ja jednak znalazłem wcześniejsze wydawnictwo sygnowane Twoim nazwiskiem: Ferme solus – This is my music. Intrygujące nagrania solowe. Jaki był Twój zamysł przy tworzeniu tak nietypowej płyty ? O ile się nie mylę, to każdy z utworów zagrany jest na jednym (i za każdym razem innym) z elementów zestawu perkusyjnego ?
  • POJ: Próbowałem stworzyć muzykę minimalistyczną: jeden drobny pomysł w jednym utworze. Rzeczywiście było tak, że to tylko miał być tylko kocioł w jednym utworze, tylko werbel w innym i tak dalej. Mam nadzieję, że to brzmi jak muzyka, a nie jak solówki na perkusji. Nie przepadam za perkusyjnymi solówkami. To tylko popisywanie się: jak szybko umiem grać, jaką mam technikę.
  • Brałeś dotąd udział w około 80 sesjach nagraniowych jako sideman, jednak nigdy jako lider. Dlaczego właśnie teraz doszło do realizacji twojego debiutu ? Czy miałeś już takie plany wczesniej ? 
  • POJ: Cóż, chyba nadszedł właściwy moment. Chciałem to zrobić już od dłuższego czasu , ale nigdy nie było okazji. Głównie z powodu mnóstwa innych zajęć, które mnie absorbowały.  Myślę też, że ten rodzaj muzyki, który jest na płycie, nieco zanika i nie jest już tak chętnie prezentowany , dlatego  ważne jest, że ktoś chce taką muzykę nagrywać.  
  • Nagrałeś mnóstwo płyt dla ECM m.in. z Trygve Seimem czy też z  Christianem Wallumrodem. Na Let’s Dance odnalazłem podobieństwa do charakterystycznego dla tej wytwórni stylu. Czy stylistyka ECM-u jest Ci najbliższa ?   
  • POJ: Związki z ECM były dla mnie bardzo ważne, ale sam widzę się jako muzyka nie przypisanego do jakiegoś konkretnego stylu.  Chcę grać muzykę, która najlepiej odzwierciedla daną chwilę. Chciałem, żeby te nagrania były niczym przejrzysty, spokojny krajobraz i dlatego napisałem takie właśnie  utwory.  
  • Porozmawiajmy teraz o nagraniach z Let’s Dance. Dwa nagrania z tej płyty: Forest Flower i Impromptro są bliskie free jazzowi. Główną rolę gra w nich Torben Snekkestad, który z taką muzyką jest silnie kojarzony. Czy kompozycje, czy też pomysły na te utwory, były przygotowywane  specjalnie pod jego kątem ? 
  • POJ:  Te dwa utwory nie były wcześniej skomponowane, zaimprowizowaliśmy to podczas sesji. Przedyskutowaliśmy wcześniej kilka pomysłów i po prostu zagraliśmy. Torben rzeczywiście przejął tam coś w rodzaju wiodącej roli, ale tak się po prostu zdarzyło i tak się dzieje kiedy grasz free. 
  • Kolejne z nagrań Uluru (for Anette) jest zupełnie inne od pozostałych utworów.Folkowe nagranie z gitarami. Słuchacz może nawet odczuwać pewien stylistyczny dysonans. Czy osobista dedykacja w tytule jest rozwiązaniem tajemnicy, dlaczego zdecydowałeś się nagrać i  umieścić na płycie właśnie taki utwór ?
  • POJ: Pomysł był prosty. Chciałem przełamać gitarą brzmienie tria fortepian-saksofon-perkusja z pozostałych utworów. Napisałem więc gitarowy utwór, dodałem drewniane perkusjonalia. Nagranie  przypomina mi muzykę Aborygenów australijskich stąd też tytuł Uluru (to rdzenna nazwa Ayers Rock). Dedykacja jest dla mojej żony ponieważ główny motyw nagrany został w naszym ogrodzie. Możesz nawet usłyszeć głosy ptaków, które zresztą wzmocniłem na końcu nagrania dla podkreślenia ich obecności. Potrzebowałem czegoś takiego dla tej płyty.
  • Ta informacja o miejscu nagrania fragment Uluru nie była podana na płycie I szczerze mówiąc sądziłem, że te dźwięki wygenerowane były elektronicznie. Tak zresztą napisałem w recenzji płyty więc teraz mamy możliwość sprostowania. Wspomniałeś o genezie tytułu utworu, o którym rozmawialiśmy. Jak wybierasz tytuły swoich kompozycji ? Na ile to dla Ciebie ważne ?Czy są przekazem jakiejś istotnej informacji dla słuchacza, czy też są tajemnicą znaną tylko Tobie ?
  • POJ: Tytuły są dla mnie ważne, ale raczej nie niosą ze sobą jakiegoś szczególnego przesłania. Oczywiście muszą w jakiś sposób łączyć się z muzyką. Czasem opisują nastrój danego utworu, odczucia z nim związane, czasem mają bardziej konkretne znaczenie. Tytuły “przychodzą” do mnie na ogół po kilkukrotnym przesłuchaniu już nagranego utworu.
  • Wspomniałeś o inspiracji , czy może skojarzeniach z muzyka aborygeńską. Czy często słuchasz tego typu muzycznych ciekawostek ze świata i czy czerpiesz z nich pomysły?
  • POJ:Tak. Słucham dużo różnej muzyki, jeżeli tylko mam czas, dla poszerzenia swoich muzycznych horyzontów. Lubię muzykę, która jest inna od tego czego zwykle słucham: koreańskiePansori, Kabuki i  Gagaku z Japonii, klasyczna muzyka hinduska, Gamelan z Bali, wspomniana już muzyka Aborygenów australijskich, nagrania folkowe z różnych stron świata. Słucham także dużo muzyki arabskiej, zarówno dawnych piosenkarzy takich jak Oum Kalthoum, Fairouz czy Abdel Halim Hafez jak i muzyki instrumentalnej, czy też współczesnej muzyki popularnej n.p. Mohammeda Abdu czy Asalaha Nasri. Lubię także muzykę klasyczną i współczesną (Giorgy Ligeti, Helmut Lachenmann, Händel, Mozart, Morton Feldman), wszelkiego rodzaju muzykę elektroniczną. Jak więc widzisz staram się czerpać impulsy z różnych stron i w ten sposób otwierać się na nowe możliwości w muzyce, którą sam tworzę.  
  • W roku 2013 zacząłeś grać z Helge Lien Trio, a w roku 2015 nagraliście z tym składem płytę z Adamem Bałdychem. Czy Flying jest echem tamtej sesji nagraniowej ? 
  • POJ: Hehe, no nie. Gram na skrzypcach od wielu lat, choć traktuję to jako hobby. Odziedziczyłem skrzypce po moim pradziadku, który kupił je w roku 1890. Nie jest to żaden wybitny egzemplarz instrumentu, ale dźwięk jest w porządku. Na początku planowałem, że moja płyta będzie bardziej zróżnicowana, będzie takim miksem różnorodnych pomysłów zestawionych razem, jednak nagrania w trio wyszły tak dobrze, że zrezygnowałem z tego z wyjątkiem dwóch nagrań: gitarowego Uluru i skrzypcowego Flying.
  • Masz więc w rodzinie tradycje muzyczne. Czy to Twoi bliscy w jakiś sposób ukierunkowali Cię w stronę muzyki ? Cofniemy się trochę w przeszłość bowiem warto wspomnieć, że zacząłeś grać na perkusji w wieku czterech lat. Na ile świadome było na początku to muzykowanie ? Wygląda na to, że jesteś osobą bardzo wytrwałą ponieważ w szkole także udzielałeś się muzycznie i wreszcie zostałeś zawodowym muzykiem.
  • POJ:  Cóż jako czterolatek raczej stukałem sztućcami po naczyniach kuchennych moich rodziców żeby zrobić trochę hałasu. Pamiętam jednak doskonale koncert w telewizji, gdzie perkusja była dla mnie najatrakcyjniejszym elementem. Szkolny zespół wziął się zaś stąd, że moi rodzice pragnęli obecności muzyki w życiu moim i mojego rodzeństwa. Jak sądzę chcieli, żebyśmy mieli jakieś wartościowe hobby. Kiedy miałem 12 lat mój nauczyciel posadził mnie za perkusją i wtedy  wykrystalizowała mi się wizja mnie jako perkusisty i tak już zostało. Potem przez krótki okres tuż po liceum,  mniej więcej przez rok, myślałem czy muzyka rzeczywiście może być moim zawodem, ale poza tym nigdy nie miałem wątpliwości, że perkusja jest moim życiem i w pewien sposób definiuje mnie jako osobę.   

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s