Tord Gustavsen / Simin Tander / Jarle Vespestad „What was said”

ECM, 2016

Do Torda Gustavsena jakoś nigdy nie mogłem się przekonać. Czy to trio czy kwartet, zawsze czegoś mi w tej muzyce brakowało. Dlatego informacja o wydaniu najnowszej płyty norweskiego pianisty nie wzbudziła we mnie początkowo zbytniego entuzjazmu. Dokładniejsze oględziny tego wydawnictwa zaintrygowały jednak od samego początku.

Po pierwsze obok lidera nie pojawia się już Trio, Quartet czy Ensemble, ale dwa inne nazwiska. I tak jak perkusista Jarle Vespestad nie jest dla obeznanych z produkcjami Gustavsena osobą anonimową – razem współpracują od lat przy niemal wszystkich projektach pianisty, to osoba Simin Tander wzbudza zaciekawienie, zwłaszcza, że przy jej nazwisku pojawia się jedynie enigmatyczne „voice”.

Kim właściwie jest ta piękna pani (dzięki za „pożyczkę” Sted) ? Niemiecko-afgańska wokalistka o srebrno lśniącym imieniu (Simin ma takie właśnie znaczenie w języku perskim) i głosie, wraz ze swym kwartetem zabłysnęła na kilku europejskich festiwalach, poprzez muzykę opisując swe związki z rodzinnym krajem ojca. Teraz zaproszona została by śpiewem wesprzeć niecodzienny duet fortepianu i perkusji. To spotkanie dwóch kultur rozgrywało się na wielu poziomach, nie tylko w osobach wykonawców. Płyta jest bowiem w warstwie repertuarowej mieszanką tradycyjnych pieśni norweskich oraz kompozycji Gustavsena napisanych do tekstów sufickiego poety i mistyka, założyciela zakonu wirujących derwiszy, Jalala al-Din Rumiego (1207-73). Aby przenikanie się tradycji wzmocnić, teksty sufickie zaśpiewane są w języku angielskim (w tłumaczeniu wybitnego amerykańskiego interpretatora Rumiego, także poety, Colemana Barksa), natomiast norweskie pieśni wykonuje Simin Tander po pasztuńsku (autorem przekładu jest afgański poeta B.Hamsaaya).

Powstała płyta liryczna, poetycka – nie tylko dlatego że inspirowana poezją – z głosem na pierwszym planie. Gustavsen i Vespestad czasem pozostają jedynie wstrzemięźliwymi akompaniamentorami. Simin Tander, która często balansuje pomiędzy śpiewem, a melorecytacją, pokazuje w kilku fragmentach inne oblicze, wspomagając kolegów wokalizą, traktując swój głos jako trzeci, jazzowy instrument. Jazzujące są też dwa instrumentalne utwory Gustavsena oraz zaaranżowany przez niego hymn, autorstwa renesansowo-barokowego kompozytora niemieckiego Hansa Leo Hasslera. Trzeba też wspomnieć, że lider tria wspomaga się elektroniką, ale czyni to niezwykle subtelnie, tak że obecności Mooga i syntezatora basowego niemal się nie zauważa.

Niezwykle oryginalna, ciekawa i „uwodząca” propozycja muzyczna.   

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s