TEATR: W.S.Reymont „Ziemia obiecana”

Adaptacja Michał Kmiecik.
Reżyseria Remigiusz Brzyk

Teatr Nowy w Łodzi. Premiera 12.2015.

Czy z reymontowskiej „Ziemi obiecanej” da się jeszcze coś wycisnąć ? Czy ten dziewiętnastowieczny tekst ma jeszcze w dzisiejszych czasach jakąkolwiek – poza historyczną – rację bytu? Trzeba mieć dużo odwagi i niebanalny pomysł na teatralne przedstawienie, zwłaszcza jeżeli pamięta się o ciągle żywej sile oddziaływania filmowej wersji Andrzeja Wajdy. W łódzkim Teatrze Nowym postanowili jednak rzucić się na głęboką wodę i … nie utonęli. Autor adaptacji Michał Kmiecik i reżyser Remigiusz Brzyk stworzyli przedstawienie bardzo dobre.

Przede wszystkim nie próbowali kopiować tego co pamiętamy z filmu i nie usiłowali też na siłę uwspółcześniać tekstu Reymonta (choć pokusa przeniesienia akcji do współczesnej korporacji mogła by zaświtać w głowach). Uczynili zaś rzecz najprostszą – zrobili spektakl w duchu powieści, spektakl o mieście które niszczy ludzi choć postrzegane jest jako oaza szczęśliwości. . Autorom udało się wybrać i uwypuklić frazy, które czasem brzmią przerażająco aktualnie. Tak jakby na przestrzeni niemal 120 lat nic się nie zmieniło. To nie jest już – jak u Wajdy – opowieść o trójce przyjaciół robiących „interes życia”. W przedstawieniu nie ma bohaterów zdecydowanie pierwszoplanowych. Każda z postaci jest równie istotna. Co ciekawe na pierwszy szwarccharakter wyrasta Karol Borowiecki – tu bezwzględny , bez skrupułów, dążący do celu „po trupach”, bez najmniejszej choćby chwili zwątpienia. Symbolizujący dodatkowo pogardę dla tradycji, obyczaju, rodziny, historii.

Aktorsko (choć na pochwałę zasługuje niewątpliwie cały zespół) warto wyróżnić Wojciecha Oleksiewicza, w podwójnej roli Myszkowskiego i Papugi Bucholza (epizod z pogrzebu to majstersztyk) oraz Joannę Król za rolę i przejmujący monolog Lucy Zukerowej. W pamięć zapadają też dwie inne sceny. Pierwsza to przyjęcie z okazji otwarcia fabryki Borowieckiego, gdy podpici fabrykanci przeganiają robotników i sami zaczynają śpiewać rewolucyjną „Łodziankę”. Scena, która moim zdaniem koresponduje z pamiętnym fragmentem „Psów” Pasikowskiego, gdzie pijani ubecy profanowali „Balladę o Janku Wiśniewskim”. Tu widać ten sam rodzaj pogardy, braku szacunku i niczym nie uzasadnione poczucie wyższości. Druga to zakończenie spektaklu, gdy wszystkim udaje się jakoś życiowo z sukcesem „ustawić”, a „na lodzie” pozostają jedynie Robotnicy, Ci pracujący najciężej, który codzienność była i jak widać pozostać miała najtrudniejsza.

Spektakl świetny i co najważniejsze inteligentnie zrobiony.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s