Girls in Airports „Fables”

Edition Records, 2015

„Fables” jest już czwartą płytą nagraną i wydaną przez duński kwartet Girls in Airports i jednocześnie debiutem pod skrzydłami brytyjskiej wytwórni Edition Records. Oryginalna nazwa zespołu to m.in. echa tego jak definiują swoją twórczość sami muzycy, odwołując się do tekstu J.G. Ballarda opisującego lotniska jako „bramy nieskończonych możliwości”.

Tak też, bez oglądania się na ograniczenia, prezentuje się muzycznie duński kwintet. Świadczy już o tym choćby zestawienie instrumentarium zespołu: dwa saksofony, keyboardy, perkusjonalia i perkusja. Kompozycje są dziełem kolektywnym, choć jak sami artyści przyznają, praca zaczyna się przeważnie od zagranego jednym palcem na fortepianie pomysłu lidera, saksofonisty Martina Stendera. Od razu muszę zaznaczyć, że nie mamy tu do czynienia z płytą głównego jazzowego nurtu. Girls in Airports często zbierają nagrody za muzykę z pogranicza tego gatunku , jednakże stanowczo wskazują jazz jako jeden z korzeni swojej twórczości. Ot choćby omawiane tu wydawnictwo inspirowane jest w dużym stopniu kompozycją „Fables of Faubus” z kultowego „Mingus Ah Um”. Na płycie Duńczyków usłyszymy to co dla Girls in Airports charakterystyczne: skandynawski liryzm, ambient, urban folk, dużo elektroniki i dźwięki ze świata: hałasy orientalnego bazaru, rytmy Etiopii, Jamajki i Brazylii. W krótkiej trzyminutowej podróży muzycy potrafią przenieść słuchacza z wąskich uliczek Konstantynopola w centrum zgiełkliwej zachodnioeuropejskiej metropolii. W utworach zaskoczy nas odgłos zegara nieuchronnie odmierzającego upływ czasu, narastająca siła tropikalnej ulewy, źródlana woda przelewająca się miniaturowym przełomem. Co ciekawe za te skojarzenia wcale nie odpowiada elektronika. Keyboardy kreują tu raczej tło, podbudowę pod solówki saksofonów. Wyobraźnię pobudzają zaś przede wszystkim instrumenty dęte i perkusjonalia. Zaskakujące crescenda i diminuenda potrafią w jednym utworze sprezentować odbiorcy huśtawkę nastrojów od melancholii do radosnego podekscytowania. Trzeba jednak podkreślić, że w każdym przypadku spoza nieskoordynowanego pozornie natłoku dźwięków wyłonić potrafi się, choćby na krótko, melodia, muzyczny temat. To już moje drugie podejście do twórczości Girls in Airports – poznałem ich dzięki poprzedniemu wydawnictwu „Kaikoura” – i coraz mocniej wsiąkam w opisywany przez nich świat, a i Państwu szczerze i gorąco polecam podróże z Girls in Airports.

Tekst opublikowany w numerze 11/2015 magazynu JazzPress

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s