Karl Ove Knausgard „Moja walka. Powieść. 3”

Wydawnictwo Literackie, 2015

Ci, którzy znają już dwa pierwsze tomy powieści Knausgarda domyślają się zapewne czego można spodziewać się po kolejnych jej częściach. Pragnę „uspokoić” ewentualnych zaniepokojonych czytelników, oczekujących na premierę kolejnej odsłony „Mojej walki” : nie będzie zbyt wielu zmian, auto wiwisekcja życiorysu trwa w najlepsze dalej.

Knausgard poświęca trzecią książkę swojemu dzieciństwu: szkolnym perypetiom , zabawom z kolegami, pierwszym zauroczeniom. Nie jest to jednak wspomnienie dorosłego mężczyzny, ale opowieść prowadzona z perspektywy dziecka. Autorowi udaje się wiarygodnie osiągnąć taki efekt. Oczywiście musimy się w związku z tym pogodzić na przykład z passusami w stylu „siedziałem na sedesie i robiłem kupę, kiedy przyjechał tata”. Knausgard jednak konsekwentnie unika (poza pojedynczym wtrętem) wprowadzenia optyki osoby dorosłej. Dziecięca narracja wyklucza więc wprowadzenie w treść „dorosłych” wytłumaczeń pewnych spraw, które bohaterowi wydawały się dziwne czy niezrozumiałe. Pozorna sielanka w jaką wprowadzają nas pierwsze strony opowieści urywa się dość szybko. Już w okolicach pięćdziesiątej strony następuje pierwsze zderzenie z ojcem i wtedy wyjaśnia się jaką walkę tym razem toczył będzie autor powieści. Oczywiście nie będziemy mieli do czynienia z ustawicznymi starciami. Większość treści to opisy szkolnych i podwórkowych sukcesów i niepowodzeń o różnej skali, w różnym stopniu przeżywanych przez bohatera. Knausgard zatrzymuje się na osobie matki, opowiada o swoim bracie. Co jakiś czas następuję jednak, bolesna na ogół, konfrontacja z rodzicielem. Trzeci tom w pewnym stopniu zmiękcza wizerunek bohatera-narratora: jakiekolwiek nieszczęście dziecka zawsze powoduje wyrzuty sumienia i skłania do usprawiedliwiania późniejszych zachowań (mam tu na myśli choćby wydarzenia z wcześniejszych tomów). Rzuca też nieco inne światło na pierwszą część powieści, również poświęconą wzajemnym relacjom z ojcem. Jednak choć przy lekturze, czytelnikowi (zwłaszcza rówieśnikom autora) mogą zdarzyć się nostalgiczne westchnienia, to Kanusgard na pewno nie „bawi”, a raczej jak i poprzednio, zdecydowanie „przestrasza”. Wszystkim, a zwłaszcza osobom, które zastanawiają się cały czas nad decyzją czy zacząć Knausgarda czytać, polecam rozpoczęcie lektury. To prawda, że rozmiary poszczególnych tomów nieco przerażają (Wyd.Literackie, co godne pochwały, zadbało jednak o równoczesną premierę e-bookowej wersji), a zapewne wielokrotnie będziecie mieli Państwo ochotę cisnąć książkę gdzieś w kąt i nigdy do niej wracać. To jednak się Państwu nie uda bowiem Knausgard przyciąga niczym oko Saurona i nie sposób się od niego uwolnić.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s