Radek Wośko „Contouring”

Multikulti Project, 2015

Ukazała się właśnie kolejna płyta duńskiej szkoły polskiego jazzu, firmowana tym razem nazwiskiem perkusisty Radka Wośko. Kompozycje, jak głosi notka, inspirowane były osobistymi przeżyciami lidera w tajemniczym miejscu na Pojezierzu Drawskim. Proszę jednak uważać z podążaniem za tymi inspiracjami.

Jeżeli bowiem planujecie słuchać tej muzyki podczas rodzinnej podróży w wymienione wyżej okolice to stanowczo to odradzam. Bowiem miejsce tajemnicze, nie zawsze jest miejscem magicznym. Gdyby zaś widniejące na okładce molo, wcinające się w poranne mgły jeziora natchnęło was do romantycznej randki, to ostrzegam, że również nie jest to dobry pomysł. No chyba, że myślicie o obwieszczeniu komuś nieoczekiwanej decyzji o rozstaniu. Dla mnie muzyka z „Contouring” jest bowiem niczym film grozy i bynajmniej nie zamierzam snuć tu porównań do C-klasowych produkcji Eda Wooda. To raczej „straszydło” wysokiej klasy, takie gdzie zło czai się za rogiem i do końca (albo nawet w ogóle) nie pada wyjaśnienie dlaczego główny bohater zniknął bez śladu. Odbiorca zaś pomimo obaw uparcie powraca do kolejnych seansów tego samego dzieła. Ta płyta to triumf wyobraźni. Nie jest zbyt łatwa w odbiorze, ale spektrum możliwości jakie pokazują muzycy warte jest poświęcenia jej trzech kwadransów skupienia. To nie jest zwykłe „granie”, a raczej operowanie dźwiękami. Perkusista czasem wydobywa jedynie pojedyncze, z pozoru przypadkowe choć w pełni przemyślane tony, czasem zaś zaczarowuje nas jednostajnym rytmem niczym z szamańskiego bębna. Gitara to popis Marka Kądzieli najczęściej tworzącego w tle atmosferę niepokoju i zagrożenia, gitara przetworzona, czasem przesterowana, kosmiczna. Kulminacją kreacji gitarzysty jest „Rzeczka” z niemal dwuminutowym solem rozpoczynającym kompozycję. Najbardziej melodyjne fragmenty przypisane są trąbce [gra na niej Kasper Tranberg], choć nie należy zbyt łatwo przywiązywać się do łagodności jej brzmienia. Płyta ma jeszcze jedną zaletę: z każdym przesłuchaniem te nagrania zyskują, wciągają i wręcz uzależniają odkrywając kolejne warstwy opowieści. Mnie w pamięć szczególnie zapadły dwa utwory. „Mirror” rozpoczynający się dziką improwizacją przechodzącą w solo trąbki błądzące w klimatach „Concierto de Aranjuez” w nieokrzesanej wersji, następnie nagle przerwane długim psychodelicznym solem gitary i szalejącą w tle perkusją oraz „Antenna / Like a glove” (to jedna z dwóch kompozycji duńskiego trębacza na tej płycie – pozostałe są autorstwem lidera zespołu) gdzie perkusja i gitara toczą ze sobą pojedynek przywodzący na myśl gwałtowną i ostrą strzelaninę. Bójcie się i słuchajcie !

tekst ukazał się w numerze 09/2015 magazynu JazzPress

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s