Charlie Haden, Gonzalo Rubalcaba „Tokyo Adagio”

Impulse!, 2015

Późny marcowy wieczór roku 2005 w tokijskim klubie Blue Note. Miejsce słynie z astronomicznych cen, kiepskiej obsługi i fantastycznej muzyki. Goście przy ciasno ustawionych stolikach degustują mus z homara z koprem włoskim albo carpaccio z lokalnej wołowiny. Sala wydaje się niezbyt duża, ale pomieścić może niemal 300 osób i tym razem nie ma szans na znalezienie w niej wolnego miejsca.

Na scenie dwóch muzyków: pianista i basista. Obaj znani „czułych strun potrącacze” [1]. Muzyka zaczyna powoli przebijać się przez stukot sztućców i tylko czasem spóźniony miłośnik terrine z foie gras wedrze się pomiędzy nuty dźwiękiem widelca odkładanego na porcelanowy talerz …

U schyłku swego życia jeden z bohaterów tej historii, złożony chorobą, wsłuchiwał się w archiwalne nagrania swoich koncertów. Zdecydował że muzyka z tych kilku wieczorów ze stolicy Japonii nie może zniknąć w mroku zapomnienia. Pierwsze uzgodnienia co do kształtu wydawnictwa zdążył jeszcze Charlie Haden (bo jak się Państwo zapewne domyśliliście to o Nim mowa) poczynić osobiście. Ostateczny kształt całości nadał Jean-Philippe Allard (długoletni współpracownik Hadena z wytwórni impulse! ) wraz z Ruth Cameron-Haden. Tak oto w pierwszą rocznicę odejścia wspaniałego muzyka możemy posłuchać wyjątków z czterodniowej rezydencji Hadena i Rubalcaby w Blue Note w Tokio. Na płycie znalazły się utwory znane już z wcześniejszych nagrań Hadena: z cyklu Montreal Tapes oraz dwóch płyt nagranych wspólnie właśnie z Gonzalo Rubalcabą: „Nocturne” i „Land of the Sun”. Haden traktował ćwierć wieku młodszego pianistę jak członka rodziny. Obaj współpracowali ze sobą od roku 1989, nagrywając płyty w przeróżnych konfiguracjach, choć wspólne muzykowanie nie było łatwe – Rubalcaba jako obywatel Kuby nie był wpuszczany do USA i nie mógł podpisać kontraktu z żadną z amerykańskich wytwórni . W Japonii po raz pierwszy zagrali tylko we dwóch. Nagranie zaczyna się nostalgicznym bolero „En la Orilla del Mundo” („Na krawędzi świata”). Lekkie ożywienie nastroju wprowadzają „When will the blues leave” Ornette Colemana i hadenowski „Sandino” poświęcony nikaraguańskiemu rewolucjoniście. Na koniec muzycy wracają do łagodnych, leniwie sączących się melodii. Rubalcaba gra przeważnie rolę wiodącą, rozwijając tematy poszczególnych utworów. Haden, choć nie ucieka od solówek, to najczęściej pozostaje na drugim planie, dając partnerowi subtelnie wyważone wsparcie – tak jak przyzwyczaił nas już do tego na wcześniej wydawanych nagraniach z duetami. Piękna, nastrojowa płyta, szkoda, że to zaledwie niespełna godzina i tylko sześć utworów. Pozostaje więc mieć nadzieję, że pojawią się jeszcze kiedyś podobne perełki z rodzinnego archiwum, które Charlie Haden chciał ocalić od zapomnienia.

[1] Edward Lear „The Owl and the Pussy-cat” w przekładzie Stanisława Barańczaka, w: „44 opowiastki” Wydawnictwo Znak, Kraków 1998.

Tekst ukazał się w numerze 09/2015 magazynu JazzPress.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s