Michał Wierba Doppelganger Project „Orange Sky”

Private edition, 2014

Przyznawanie się do grania jazzowego mainstreamu w Polsce nie jest popularne. Młodzi muzycy raczej uciekają od takich przynależności.  Tak więc gdy zauważyłem, że Michał Wierba z dumą prezentuje przypisaną sobie etykietę „czołowego przedstawiciela mainstreamu młodego pokolenia ” w naszym kraju, z zainteresowaniem sięgnąłem po najnowszą płytę tego artysty.

Okazało się, że przytoczone opinie nie były przesadzone. Wierba zaprosił do nagrania płyty niezwykle ciekawe grono muzyków. Poczynając od doświadczonego perkusisty Arka Skolika, poprzez chwalonego zewsząd i zbierającego nagrody basistę  Kubę Dworaka, wszechstronnego  perkusjonalistę Łukasza Kurzydłę, po wokalistkę Patrycję Zarychtę, która zaprezentowała się w trzech utworach. Michał Wierba sięgnął przede wszystkim po swoje kompozycje, uzupełniając je trzema bardzo popularnymi standardami. Jak zapowiadał w wywiadach chciał zagrać to w sposób sobie najbliższy, nie oglądając się na znane już interpretacje. Nagrania powstały podczas jednego podejścia, bez powtórek.

Na płycie wymienionych jest dziesięć tytułów, ale tak naprawdę mamy tu osiem utworów uzupełnionych dwoma krótkimi wstawkami. Nagrań w większości żywiołowych, energicznych. Całość rozpoczyna „Wiosna” i jest to pierwsze miłe zaskoczenie. Intrygujący, tajemniczy, uwodzicielski głos wokalistki przyciąga uwagę. „Kora” to jeden  z dwóch spokojniejszych utworów, w stylistyce nieco przypominający nagrania z płyty „Songs” tria Brada Mehldau’a. „Orange Sky” to kolejna odsłona talentu Patrycji Zarychty. Następujące później krótkie interludium  „Yessenia” potraktować można jako wstęp do „Summertime”. Gershwinowski przebój zagrany jest tak jakby nie wywodził się z upalnego południa Stanów, ale z gorących , roztańczonych, nieustanie bawiących się plaż Rio. Ciekawa interpretacja. „The Peacocks” Michał Wierba nazywa swoim ulubionych utworem.

Tak się złożyło, że standard Rowlesa należy i do moich faworytów. Jego solowym wykonaniem  na „Orange Sky” – tradycyjnym, z lekka klasycyzującym – przekonał  mnie do siebie Wierba ostatecznie. Płytę kończy „St. James Infirmary” zinterpretowane znowu w oderwaniu od tekstowej treści utworu, ale również udanie. Ciekawe i oryginalne wersje znanych standardów, wpadające w ucho własne kompozycje to niewątpliwe atuty tej płyty. Fortepian ma tu pozycję dominującą, ale nie zagłusza pozostałych muzyków, którzy subtelnie, acz stanowczo potrafią udokumentować swoją klasę. Nagrania dla zwolenników przyjemnej do słuchania muzyki.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s