Anouar Brahem „Souvenance”

ECM, 2014

Nadzwyczajne wydarzenia często stają się punktem wyjścia dla działalności artystów. Niektórzy, poruszeni zdarzeniami z otaczającego ich świata, uznają , że twórczość nie będzie wystarczająco stanowczym, odzwierciedleniem ich stanowiska.

Porzucają więc swe muzy i rzucają się w wir działalności społecznej czy politycznej. Startują  w  wyborach, próbują (czasem z sukcesem) zajmować wybieralne urzędy. Inni pozostają przy tym co wychodzi im najlepiej, przy wypowiedzi artystycznej, poszukując w duszy i w sercu, tego co chcą powiedzieć światu.

Na twórcze poczynania tunezyjskiego mistrza lutni arabskiej wpłynęły wydarzenia Arabskiej Wiosny przełomu lat 2010 i 2011, które rozpoczęły się rewolucją w ojczyźnie muzyka. Tytuł płyty, jej okładka oraz załączone notki wyraźnie sugerują związki muzyki  z Jaśminową Rewolucją,  choć artysta stara się nieco asekurować zaznaczając, że choć miała ona wpływ na dzieło, to nie chciał by kreślić prostej zależności pomiędzy muzyką, a wydarzeniami w Tunezji. Jednak sugestywność kompozycji pozwala doszukać się tam niesionych społecznym protestem  obaw, nadziei, radości, o których wspomina autor w komentarzu do płyty.

Do nagrań zaprosił Brahem muzyków, z którymi wcześniej już współpracował. Towarzyszą mu pianista  François Couturier , klarnecista basowy Klaus Gesing oraz basista Björn Meyer.  W nagraniach wzięła również udział Orchestra della Svizzera Italiana pod dyrekcja Pietro Mianitiego, bowiem Brahem od dawna planował skomponowanie utworów przeznaczonych dla orkiestry kameralnej.  „Souvenance” stało się jego debiutem w roli kompozytora dla większego składu instrumentów smyczkowych, przy orkiestracji zaś wsparł go bardziej doświadczony austriacki kompozytor Johannes Berauer. Finałową kompozycję albumu, zagrany tylko przez orkiestrę  utwór „Nouvelle vague” zorkiestrował zaś Estończyk Tonu Korvits.  Koncepcja projektu (w podtytule mamy określenie go jako muzykę na oud, kwartet i smyczkową orkiestrę kameralną) zdeterminowała odbiór tego dzieła, które traktować chyba należy jako suitę, gdzieś z obrzeży muzyki klasycznej.

Chociaż Brahem postanowił przy zakreślaniu muzycznych ram dzieła pozostawić muzykom dużą swobodę. Jak sam wspomina w komentarzach czasem wystarczyć musiało kilka nut, a muzycy znaleźć musieli w nich miejsce dla swoich instrumentów, dać odzew na to co zagrali koledzy. Niestety nie zawsze się to sprawdza. Czasem mamy więc do czynienia z lekkimi mieliznami, zbyt daleko posuniętą ascetycznością, jakby żaden z muzyków nie mógł zdecydować się, że teraz nadeszła właśnie jego kolej na solowe popisy. Wrażeniu temu sprzyja długość dzieła, pomieszczonego na dwóch płytach. Słabsze chwile rekompensują nam jednak partie klarnetu w „Ashen sky” i „Deliverance” , wyrazista, gwałtowna linia basu, czasem dająca złudzenie walki z innymi instrumentami,  a przede wszystkim wspaniała, subtelna ballada „Tunis at down”. Pomimo niewielkich słabości to  smakowita orientalna nutka w katalogu ECM.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s