Chick Corea Trio „Trilogy”

Concord Records, 2014

Chick Corea imponuje swoją aktywnością zarówno koncertową jak i na rynku wydawniczym. Regularnie pojawiają się coraz to nowe rejestracje kolejnych pomysłów znakomitego muzyka. Niestety te, moim zdaniem najciekawsze, nie zawsze docierają do Polski.

Trochę w tym winy samego artysty, czy też jego managemantu, który „dopieszczając” rynek japoński zapomina o fanach jazzu w naszej części Starego Świata. Dziwnym zbiegiem okoliczności dotyczy to na ogół nagrań w tercecie. Tak więc bez echa przeszły nagrania Super Tria Corea – Gadd – McBride.  Cicho też było o niezwykle interesującym projekcie Five Trios.  Również ostatni projekt w trio raczej trudno znaleźć było  na półkach sklepowych nad Wisłą (zarówno tych realnych jak i wirtualnych). Z czym mamy więc do czynienia tym razem ?

Najnowsze wydawnictwo jest rejestracją trasy koncertowej  jaką Chick Corea zagrał z Christianem McBride oraz Brianem Blade. Już sam zestawienie nazwisk  wzbudzić może  dreszczyk emocji. Co prawda supergrupy nie zawsze sprawdzają się w praktyce, jednak wymienieni muzycy współpracowali już wcześniej ze sobą, tak więc „docieranie się” nie było potrzebne. Trio koncertowało po świecie przez ponad dwa lata i postanowiło hojnie podzielić się ze słuchaczami owocami swej współpracy.

Tytuł płyty odwołuje się bowiem do także wielkości wydawnictwa – otrzymaliśmy potrójny box z nagraniami. Muzycy zdecydowali się nie publikować całości koncertu z jednego miejsca. W zamian wybrali najciekawsze ich zdaniem fragmenty zagrane m.in. w Oakland, Madrcyie, St.Poelten, Zurichu, Mariborze, Stambule czy Waszyngtonie. Nie jestem osobiście zwolennikiem takich kompilacji i żałuję, że nie pojawiły się możliwości zakupu (choćby tylko w wersji cyfrowej) jednego wybranego koncertu.

Narzekać jednak nie ma co bo  tercet zagrał na miarę oczekiwań. Trzy i pół godziny znakomitego jazzu. Panowie zagrali przede wszystkim standarty m.in. „You’re My Everything”, „The Song Is You”, „My Foolish Heart”, „Blue Monk”, “How Deep Is the Ocean”. Ponadto pojawiło się  kilka popularnych utworów lidera, w tym : “Armando’s Rhumba”, która ostatnio  wydawana jest na niemal każdej płycie Corei, „Spain” (zarejestrowane jakże by inaczej w Madrycie) oraz „Piano Sonata: The Moon”. Ciekawostką jest „Preludium Op. 11, No.9” Aleksandra Skriabina.

Czy znajdzie się jakiś powód do narzekań ? Niestety tak. Nie wiem po co na płycie pojawia się połowica Chica Corei, która wspomaga muzyków swoim wokalem w „Someday My Prince Will Come”– dla mnie to zdecydowany zgrzyt na płycie. Goście pojawiają się również w dwóch nagraniach z hiszpańskich koncertów. Są to flecista Jorge Pardo oraz gitarzysta Nino Josele. O ile jeszcze można ich ścierpieć w „Spain” to udział tych muzyków w „My Foolish Heart” to znowu dwa grzybki w barszczu za dużo. To może nieco malkontenckie podejście, ale kupując płytę jazzowego tria foprtepianowego, chciałbym dostać właśnie to i tylko to. To tak jak z zamawianiem krwistego steka w restauracji, gdzie dodają jeszcze irytujące i zbędne garnie. Pomimo tych niedoskonałości płytę zdecydowanie polecam – przybranie zawsze można pominąć.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s