LIVE: Marek Kądziela i Ksawery Wójciński

Ciągoty i Tęsknoty,  Łódź, 28.2.2015

Kontrabasistę usłyszałem po raz pierwszy z  Triem Charlesa Gayle’a.  Potem przyszły płyty z Uri Cainem i własna, solowa, a może raczej samodzielna, bo zagrana na wielu instrumentach. Za każdym razem zdumiewało mnie jak mało, za mało głośno jest o tym muzyku w Polsce. Z Gitarzystą z kolei nie zetknąłem się jeszcze aż do tego wieczora. Chociaż przecież nie jest to postać anonimowa, ale raczej ktoś, kogo nazwisko co i rusz pojawia się w różnych kontekstach: Akademia Muzyczna w Odense, lekcje w Bajkonurze, jam sessions w Wytwórni, koncerty, nagrania.   Człowiek, któremu bez wątpienia „się chce”  i który lubi być sprawcą pozytywnego fermentu. Teraz obaj muzycy wyruszyli w trasę, promować świeżo wydane nagrania w duecie. Wydawało by się, że zetknięcie się tych dwóch osobistości da mieszankę  wybuchową, jazzową jazdę po bandzie. Jednakże już pierwsze „przecieki” dotyczące płyty sugerowały sporo zaskoczeń, muzyczną różnorodność. Koncert to potwierdził.

Nie było tylko totalnego free. Mieliśmy też troszkę mainstreamu, solowe popisy obu muzyków, a nawet piosenkę. Wszystko entuzjastycznie przyjmowane przez zgromadzoną publiczność. Co mnie podobało się najbardziej ? Właśnie ta różnorodność, to że nie zamykają drzwi przed żadną stylistyką, to że nie  musi to być za wszelką cenę bunt. Podobało mi się  także porozumienie między oboma bohaterami wieczoru. To nie był duet ad hoc, zagrany z przypadku, ale precyzyjna, przemyślana artystyczna kreacja. Co nie zaiskrzyło w uszach zgryźliwego tetryka ? Paradoksalnie piosenka. Wolę Kontrabasistę jak tylko gra, bo wtedy jest znakomity. W wokalizie owszem jest ok, ale nie jest to nic więcej niż poprawna krzyżówka Larsa Danielssona z Zoharem Fresco, dla mnie zbędna, a co więcej przygłuszająca to co u tego muzyka najlepsze. Co mnie zastanowiło ?  To, że  tego swojego zróżnicowania chyba się trochę obawiają.  Bliskość sceny pozwoliła podsłuchać passus „ żeby wszyscy byli zadowoleni to teraz zagramy  jazz”. Dlaczego wstydzą się przyporządkowania do jazzu i wolą nazywać to co grają „muzyką improwizowana” ? Dlaczego to co nazywają jazzem jest synonimem – tu też cytat z jednego z nich – „grania do kotleta” ? Przecież sami powołują się na inspiracje mainstreamowymi nagraniami.

Kontrabasista i Gitarzysta. Ksawery Wójciński i Marek Kądziela (a w dwóch utworach wspierał ich jeszcze Paweł Sokołowski). Zimowym wieczorem w Łodzi opowiedzieli nam swoje „10 historyjek”. Warto ich było posłuchać.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s