Emil Kowalski „Swingujące Trójmiasto – Emil Kowalski”

SSMJ, 2014

Sopockie Stowarzyszenie Muzyków Jazzowych dokumentuje muzyczne działania artystów jazzu związanych z Trójmiastem w serii Swingujące Trójmiasto. Ostatnie wydawnictwo poświęcone zostało zmarłemu kilka lat temu Emilowi Kowalskiemu. Przyznam, że postać ta była mi nieznana, z ciekawością sięgnąłem więc po ów zbiór nagrań.

Zaskoczyły mmie nazwiska muzyków towarzyszących Emilowi Kowalskiemu. Znaleźć wśród nich można m.in. Dominika Bukowskiego, Leszka Możdżera, Sławka Jaskułke, Piotra Lemańczyka, Adama Czerwińskiego. Płyta jest wyborem z czterech różnych sesji nagraniowych w większości wydanych już wcześniej jako autorskie projekty Emila Kowalskiego. Przekrojowy wybór dokumentuje przedwcześnie zakończoną karierę trójmiejskiego muzyka. Spośród muzycznych aktywności artysty brakuje na płycie jedynie nagrań z Seaside Dixieland.

Co natomiast płyta zawiera. Początek zaiste jest swingujący. Trzy pierwsze nagrania to wyjątki z sesji „Playing Benny Goodman”. Utrzymane w szybkim tempie z klarnetem na pierwszym planie dwa utwory Goodmana oraz Gershwinowski I’ve got rhythm połączony z Passport Charliego Parkera. Spośród instrumentów towarzyszących, z solami przebija się przede wszystkim akordeon Cezarego Paciorka, ale możemy także posłuchać indywidualnych popisów Dominika Bukowskiego i Sławka Jaskułke.

Passport stanowi płynne przejście do kolejnych utworów Parkera, będących tym razem fragmentami nagrań z płyty „Children of Bird”. Tutaj obok Emila Kowalskiego najbardziej słychać Leszka Możdżera (jeszcze z czasów z przed wybuchu „możdżeromanii” – nagrania realizowano w roku 1999).  Następne trzy utwory należą do nie ukończonego projektu jazzowych adaptacji kompozycji Mozarta i Chopina.

Chopinowski walc, mazurek i etiuda zagrane w duecie z Cezarym Paciorkiem, to dość oryginalne – przede wszystkim ze względu na instrumentarium  – spojrzenie na twórczość Chopina. Płytę kończą dwie polskie kolędy: Jezus Malusieńki i Oj, maluśki, maluśki. Nagrane w kameralnych składach. To oczywiście indywidualne odczucie, ale obie kolędy brzmią tu niesamowicie smutno.

Nie znajdziemy na tej płycie specjalnie odkrywczych interpretacji czy muzycznych fajerwerków. Dobrze jednak, że takie pozycje się ukazują bo po pierwsze to jednak kawałek naprawdę dobrej muzyki. Po drugie możemy sobie przypomnieć postać muzyka, niesłusznie chyba nieco zapomnianego, który na polskiej scenie jazzowej był jednak postacią dość znaczącą. 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s